poniedziałek, 16 grudnia 2013
Henning Mankell, Włoskie buty
Zawsze czuję się bardziej samotny, kiedy jest zimno.
Chłód za oknem przypomina mi o zimnie mojego ciała, zupełnie jakby atak następował z dwóch stron. Nie poddaję się i wciąż walczę z chłodem i samotnością. To dlatego każdego ranka na nowo wyrąbuję przerębel. Gdyby na zamarzniętej zatoce stał ktoś z lornetką i mnie obserwował, doszedłby niechybanie do wniosku, że oszalałem i nie mogę się doczekać własnej śmierci. Nagi mężczyzna na lodzie rąbiący siekierą lód.
Być może w głębi ducha mam nadzieję, że pewnego dnia naprawdę ktoś będzie stał w oddali.Czarny cień na białym tle. Zobaczy mnie i zdąży zareagować, nim będzie za późno. Choć tak naprawdę wcale nie trzeba mnie ratować, bo nie zamierzam się zabić.
Wiele lat temu, po katastrofie, przeżywałem tak wielką rozpacz, że rzeczywiście myślałem o odebraniu sobie życia. Nigdy jednak nie spróbowałem. Tchórzostwo okazało się moim najwierniejszym kompanem. Poza tym zawsze byłem zdania, że nie wolno sobie odpuszczać. Życie jest jak krucha gałąź nad przepaścią, a ja zamierzałem trzymać się jej z całych sił tak długo, jak zdołam. Potem spadnę, jak wszyscy, nie mając pojęcia, co będzie na dnie. (...)
Wchodzę do tej czarnej dziury, żeby poczuć, że jeszcze żyję. Po każdym takim zanurzeniu samotność na jakiś czas odchodzi.
Odwróciła się i przytuliła do mnie ciasno. Poczułem jak ciepło jej ciała ogarnia mnie i wypełnia miejsca, które od dawna zionęły pustką.
(...) codziennie wychodziłem z domu (...) i zastanawiałem się, dlaczego mje życie potoczyło się tak, jak się potoczyło. (...) Wprawdzie udało mi się wyrwać z nędznego świata, w którym dorastałem (...). Nie umiałem jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczegostałem się człowiekiem, który nieustannie przed czymś ucieka, szuka kryjówek zamiast bliskości z innymi ludźmi. Dlaczego nie chciałem mieć dzieci? Dlaczego zawsze żyłem niczym lis, w jamie z kilkoma drogami ucieczki?
poniedziałek, 25 listopada 2013
wtorek, 5 listopada 2013
Åsa Larsson, W ofierze Molochowi
Jesienna rzeka ciągle jeszcze rozmawiała z nią o śmierci. Ale w inny sposób. Dawniej była czarna. Mówiła: Możesz z tym skończyć. Możesz wejść na cienki lód i biec po nim tak długo, aż się pod tobą załamie. Teraz zapewniała: Dziewczyno ty moja, jesteś tylko mgnieniem. To przynosiło pociechę. (...)
Czasami nawet się śmiała. Podczas gdy rzeka płynęła, tak jak płynęła od pokoleń, na długo przed pojawieniem się Rebeki, i tak jak będzie płynęła po jej śmierci.
To wszystko było jej dane tylko teraz, w przebłysku życia. Tylko teraz mogła się śmiać i dbać o porządek w domu, radzić sobie z pracą i - siedząc w słońcu - palić papierosa na ganku. Później przez bardzo długi czas będzie nicością.
środa, 30 października 2013
Haruki Murakami, 1Q84 (t. 3)
Gdyby ją zapytał, pewnie szczerze by mu odpowiedziała. Takie robiła wrażenie. Ale sądzi, że lepiej się do tego nie mieszać. Przecież to w końcu miasto kotów. Musi kiedyś wsiąść do pociągu i wrócić do swojego poprzedniego świata.
Każdy człowiek ma swoje ustalone schematy myślenia i postępowania, a skoro są schematami, stają się słabym punktem.Przez zaledwie chwilę doszło między nimi do wzajemnego odsłonięcia przed sobą dusz. Ona dokądś odeszła, a on został sam w pustej jaskini.
wtorek, 8 października 2013
wtorek, 17 września 2013
Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych
Jestem już w takim wieku i na dodatek w takim stanie, że przed snem zawsze powinnam porządnie umyć nogi, na wypadek gdyby mnie w Nocy miało zabrać pogotowie.
Bohaterką i narratorem powieści jest Janina Duszejko, starsza ekscentryczna pani, mieszkająca w niewielkiej osadzie bez nazwy, położonej w Kotlinie Kłodzkiej, mająca kilkoro przyjaciół, kochająca Zwierzęta i pasjonująca się astrologią. Swoich znajomych nazywa wymyślonymi przez siebie imionami, bo uważa, że te oficjalne (w tym jej imię) na ogół nie oddają prawdziwego charakteru i osobowości.
Razem z najbliższym żyjącym sąsiadem, Matogą, oddaje ostatnią przysługę Wielkiej Stopie - innemu sąsiadowi, kłusownikowi, który zadławił się kością zjedzonej Sarny. Janina, choć lepiej pasowałoby do niej imię Nawoja, jest wegetarianką i gwałtownie protestuje przeciwko zabijaniu zwierząt, ale nikt nie liczy się ze zdaniem zdziwaczałej i do tego trochę infantylnej staruszki, z czego ona doskonale zdaje sobie sprawę.
Śmierć Wielkiej Stopy jest dopiero początkiem. Wkrótce, w tej spokojnej dotąd okolicy, w tajemniczych okolicznościach ginie kolejny zły człowiek.
Czasami mam wrażenie, że żyjemy w grobowcu, wielkim, przestronnym, wieloosobowym. Patrzyłam na świat spowity szarym Mrokiem, chłodnym i nieprzyjemnym. Więzienie nie tkwi na zewnątrz, ale jest w środku każdego z nas. Może jest tak, że nie umiemy bez niego żyć.
Kiedy słuchałam opowieści Dobrej Nowiny o jej życiu, zaczęłam w głowie formować te wszystkie pytania, które zaczynają się od "dlaczego nie...", po czym następuje opis tego, co - jak nam się wydaje - powinno się zrobić w takiej sytuacji. Już moje wargi zaczęły się układać w takie bezczelne "dlaczego", kiedy ugryzłam się w język.To właśnie robią kolorowe magazyny, i ja chciałam być przez moment jak one: mówić nam, czego nie zrobiliśmy, gdzie zawaliliśmy, co zaniedbaliśmy, i w końcu naszczuć nas na samych siebie, żebyśmy sobą gardzili.Nic nie powiedziałam. Historie życia nie są tematem do dyskusji. Powinno się ich wysłuchać i zrewanżować się tym samym.
Miałam swoją Teorię na temat takich wtrącanych słów: Każdy Człowiek ma swój wyraz, którego nadużywa. Albo używa niewłaściwie. Takie słowo jest kluczem do jego umysłu. Pan "Rzekomo", Pan "Generalnie", Pani "Prawdopodobnie" (...). Nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że ten kto nadużywa słowa "prawda", kłamie.
Zrozumiałam, że należymy do tych ludzi, których świat bierze za bezużytecznych. Nie robimy nic istotnego, nie produkujemy ani ważnych myśli, ani potrzebnych przedmiotów, pożywienia, nie uprawiamy ziemi, nie napędzamy żadnej gospodarki.Nie rozmnożyliśmy się specjalnie (...). Nie przysporzyliśmy dotąd światu żadnego pożytku. Nie wpadliśmy na pomysł żadnego wynalazku. Nie mamy władzy, nie dysponujemy niczym oprócz naszych małych włości. Wykonujemy swoje prace, ale one są zupełnie bez znaczenia dla całej reszty. Gdyby nas zabrakło, nic by się właściwie nie zmieniło. Nikt by tego nie zauważył. (...) Ale dlaczego mielibyśmy być pożyteczni i wobec czego? Kto podzielił świat na bezużyteczne i pożyteczne, i jakim prawem? Czy oset nie ma prawa do życia albo Mysz, która zjada ziarno w magazynach, Pszczoły i Trutnie, chwasty i róże. Czyj to rozum odważył się na taki tupet, żeby sądzić, kto jest lepszy, a kto gorszy? Wielkie drzewo, krzywe i dziurawe, przetrwało wieki i nie zostało ścięte, bo w żadnym wypadku nie dałoby się niczego z niego wykonać. Ten przykład powinien podnieść na duchu takich jak my. Wszyscy znają korzyść z pożytecznego, ale nikt nie zna pożytku z nieużytecznego.
Pisarka, Popielista: Kiedy nie można mówić, wtedy należy pisać (...). To bardzo pomaga.
Robb Maciąg, Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę
Autor tego pamiętnika z podróży przejechał ponad 7000 km rowerem przez trzy egzotyczne kraje. Podjął decyzję o wyprawie, kiedy dowiedział się, że żona go zdradza. Podróż była terapią. Zmęczenie i konieczność zaspokojenia podstawowych potrzeb w obcym środowisku, przy nikłej znajomości języka sprawiały, że choć na krótkie momenty udawało mu się zapomnieć o osobistej tragedii. Ludzie, których spotykał czasem napełniali go otuchą, jednym szczerym uśmiechem, gestem, zaproszeniem na skromny posiłek, nocleg, a czasem, znacznie rzadziej, rozpaczą, kiedy wyciągnięta pomocna dłoń okazywała się podstępem, aby okraść naiwnego turystę. Przetrwał sześć miesięcy trudów samotnej podróży, ale nie był już takim samym człowiekiem, jak na początku. Odbył podróż w głąb siebie i wrócił odmieniony.
Życie jest pełne zwrotów i niespodzianek. Tylko od nas zależy, co z nimi zrobimy. Czy pogrążą nas czy - wręcz przeciwnie. Zawsze trzeba iść do przodu. Tylko to ma jakikolwiek sens. Ale przecież mogę się mylić.
sobota, 14 września 2013
Jaume Cabré, Wyznaję
Genialna, wymagająca uwagi i skupienia, opowieść o przyjaźni, miłości, pasji, ludzkiej pokrętnej naturze, skłonnej do czynienia zła, świadomie, bądź mimochodem, ale też o potrzebie naprawienia win; stawiająca wiele pytań, które zostają w pamięci na długo.
"To trzymające w napięciu do ostatniej strony wyznanie miłosne i spowiedź człowieka starającego się przeniknąć istotę zła – w świecie i sobie samym. Historia chłopca dorastającego samotnie wśród książek, który musi zmierzyć się z rodzinnymi tajemnicami. Za sprawą osiemnastowiecznych skrzypiec zagłębia się w mroki dziejów hiszpańskiej inkwizycji i piekła dwudziestowiecznej Europy.
Cabre, którego pasją jest muzyka, skomponował tę powieść jak symfonię, z częstymi zmianami nastroju, tempa i głosu narracji. Bogactwo wątków, postaci, pomysłów literackich oszałamia i wzbudza zachwyt."
(opis wydawcy)
czwartek, 1 sierpnia 2013
Åke Edwardson, Wołanie z oddali
Opis wydawcy:
Dobiega końca gorące lato. Urlop komisarza Erika Wintera zostaje przerwany nagle, o czwartej rano. Nad jeziorem w pobliżu Göteborga znaleziono zwłoki młodej kobiety. Nikt nie wie, jak się nazywała, najprawdopodobniej nikt nie zgłosił jej zaginięcia. Jedyną rzeczą, której Winter jest pewien, jest to, że kobieta miała dziecko. Stopniowo komisarz dochodzi do wniosku, że aby znaleźć odpowiedź na mnożące się pytania, musi cofnąć się daleko w przeszłość.
Dobiega końca gorące lato. Urlop komisarza Erika Wintera zostaje przerwany nagle, o czwartej rano. Nad jeziorem w pobliżu Göteborga znaleziono zwłoki młodej kobiety. Nikt nie wie, jak się nazywała, najprawdopodobniej nikt nie zgłosił jej zaginięcia. Jedyną rzeczą, której Winter jest pewien, jest to, że kobieta miała dziecko. Stopniowo komisarz dochodzi do wniosku, że aby znaleźć odpowiedź na mnożące się pytania, musi cofnąć się daleko w przeszłość.
wtorek, 16 lipca 2013
Kjell Eriksson, Księżniczka Burundi
Smutna, przygnębiająca opowieść o zwykłych, przeciętnych ludziach, o rodzinie naznaczonej piętnem nieszczęścia. Akcja rozgrywa się w trakcie mroźnej i śnieżnej zimy, co dodatkowo podkreśla samotność i bezradność bohaterów.
Mały John ginie z ręki nieznanego sprawcy, wszystko wskazuje na to, że przed śmiercią był torturowany. Zostawia żonę i syna, którzy nie mają pojęcia czym i komu mógł się narazić.
Lennart, brat zamordowanego, podobnie jak on bezrobotny, postanawia chwilowo zerwać z piciem i traceniem czasu, wytropić sprawcę zbrodni i wymierzyć sprawiedliwość.
Policjanci, dobrze znający Małego Johna z czasów jego nastoletnich wybryków, usiłują znaleźć jakieś ślady, które mogłyby doprowadzić ich do rozwiązania sprawy.
Pada śnieg, jest zimno, zbliżają się święta. Z ukrycia wychodzi nieprzewidywalny szaleniec, krzywdzony w dzieciństwie przez ojca i kolegów, mieszkający z manekinem i mający własną wizję życia społeczeństwa.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Terry Pratchett, Niuch
Sam Vimes, przymuszony przez żonę, lady Sybil, wyjeżdża na urlop do wiejskiej posiadłości jej przodków. Ich synek, mały Sam, bawi się tam doskonale, m.in. odkrywając wiele rodzajów kupek i kolekcjonując je z pasją.
Duży Sam wpada na trop przestępstwa i mimo tego, że początkowo może liczyć tylko na pomoc dżentelmena dżentelmena, Willikinsa, nie ustaje w wysiłkach, by dociec prawdy.
Niezawodny humor i ironia.
Jego praca polegała na tym, żeby jakoś zrozumieć świat, ale zdarzały się chwile, kiedy byłby wdzięczny, gdyby świat chciał spotkać się z nim chociaż w połowie drogi.
środa, 12 czerwca 2013
Agnieszka Lingas-Łoniewska, Zakład o miłość
Nieufnie podchodzę do książek ze słowem "miłość" lub pokrewnymi w tytule. I na ogół słusznie. Ta historia to romans i nic poza tym - dla wielbicieli (wielbicielek) gatunku. Lekka rozrywka na deszczowe popołudnie, gdy nie ma nic lepszego do zrobienia/przeczytania.
Ona niewinna blondynka, on ciemnowłosy przystojny drań o smagłej cerze. Ona ma wyznaczoną datę ślubu, grzecznie podąża drogą wytyczoną przez arystokratyczną rodzinę i narzeczonego, dopóki nie spojrzy w zimne niebieskie oczy Aleksa. On nie potrafi kochać, kobiety traktuje przedmiotowo, dopóki nie spotka tej wyjątkowej, jedynej - Sylwii.
Przeszkodą w osiągnięciu idealnego szczęścia będzie zakład, o którym ona nic nie wie, a on zbyt długo odwleka wyznanie prawdy.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Haruki Murakami, 1Q84 (t. 2)
Jeżeli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym ci nie wiem ile tłumaczył.
Czy to jest prawdziwa rzeczywistość, pytała samą siebie. Ale jeśli nie była, to nie miała pojęcia, gdzie szukać innej. Dlatego nie miała wyboru - musiała uznać, że to jedyna rzeczywistość. I włożyć wszystkie siły w to, żeby jakoś sobie z nią poradzić.
- A propos, w razie gdyby lawina cię przysypała, masz jakąś rodzinę, z którą trzeba się skontaktować?- Nie mam rodziny.- Nigdy nie miałaś czy masz, ale nie masz?- Mam, ale nie mam - powiedziała Aomame.- Dobrze. Lepiej nie mieć bagażu. I jest wprost idealnie, gdy fikus wystarcza za całą rodzinę.
- No tak, jest pan jeszcze młody i zdrowy, więc nie rozumie pan takich rzeczy. Na przykład chodzi o coś takiego. Kiedy osiąga się pewien wiek, życie staje się jedynie procesem ciągłego tracenia różnych rzeczy. Ważne rzeczy wyślizgują się panu jedna po drugiej z rąk i wypadają, jak zęby wyłamywane z grzebienia. Zamiast tego dostają się panu jedynie bezwartościowe imitacje. Topnieją możliwości fizyczne, nadzieje, marzenia i ideały, pewność i sens. Kochane osoby jedna po drugiej odchodzą od pana i znikają. Żegnają się i odchodzą albo pewnego dnia bez uprzedzenia po prostu rozpływają się w powietrzu. A kiedy raz je pan straci, już nie uda się panu ich odzyskać. Nie uda się też ich nikim ani niczym zastąpić. To bardzo trudne do zniesienia. Czasami tak bolesne, jakby ktoś nas ciął nożem.
Haruki Murakami, 1Q84 (t. 1)
Wciągająca fabuła, wielowymiarowe postaci, mistrzowsko zatarte granice między fantazją a realnym światem. Jest pochmurna noc, więc nie mogę sprawdzić, czy na niebie jest jeden, czy dwa księżyce. Może to i lepiej.
Dla Tengo, uzdolnionego matematycznie, ale marzącego o zostaniu powieściopisarzem trzydziestolatka, wszystko zaczyna się, gdy zgadza się poprawić niezwykłą powieść siedemnastoletniej Fukaeri - "Powietrzną poczwarkę".
Aomame wkracza do innego świata schodząc z autostrady. Rok 1984 zmienia się w 1Q84. Rzeczywistość pozornie jest taka sama, ale kiedy się lepiej przyjrzeć i wsłuchać, okazuje się, że niczego nie można być pewnym.
Pojęcie obowiązku zawsze napawało Tengo lękiem i odstręczało go. Do tej pory żył, zręcznie unikając sytuacji wymagających brania na siebie obowiązków. Unikanie ograniczenia regulaminami, niewplątywanie się w skomplikowaną sieć stosunków międzyludzkich, niepożyczanie nic nikomu i od nikogo, swobodne i spokojne życie w pojedynkę - tego właśnie zawsze konsekwentnie pragnął. I w tym celu gotów był znieść wiele niedogodności.Aby uciec od zobowiązań, Tengo bardzo wcześnie przyswoił sobie sposób nierzucania się w oczy. Nie ujawniał w pełni swoich zdolności, nie wyrażał prywatnych poglądów, unikał wysuwania się naprzód, starał się wtopić w tło. Od dzieciństwa życie zmuszało go do radzenia sobie o własnych siłach, bez polegania na innych. Lecz dzieci w rzeczywistości nie mają siły. Kiedy wieje silny wiatr, muszą się za czymś ukryć, czegoś uchwycić, żeby ich nie poniósł. Dlatego zawsze potrzebny im jest jakiś gotowy, przemyślany plan. Jak sierotom z powieści Dickensa.
wtorek, 28 maja 2013
Adventure. 17 niesamowitych wypraw
Siedemnaście krótkich relacji różnych autorów z wypraw po całym świecie. Niektóre napisane lepiej, inne gorzej, ale wszystkie opowiadają o ludziach z pasją, ciekawych świata, odważnych. Dużo świetnych zdjęć.
Przeprawa przez puszczę Minkebe w Gabonie
Andrzej Muszyński: wyprawyzreporterem.pl
Paweł Wojtyszyn: wagabundo.pl
Tomek Gola: fikcja.pl
Wspinaczka na Grenlandii
David Kaszlikowski: davidkaszlikowski.com
Z dzieckiem w hawajskich jaskiniach
Katarzyna Biernacka i Marcin Gala: speleo.pl
Rowerem przez Chiny, Laos, Wietnam i Kambodżę
Robert Robb Maciąg: ku-sloncu.org
sobota, 25 maja 2013
Sylwia Chutnik, Cwaniary
Halina i Celina straciły narzeczonych. Halina jest w zaawansowanej ciąży, ale nie przeszkadza jej to brać udziału w bójkach i pić wódki. Jej Antek został zamordowany, bo naraził się nieuczciwemu deweloperowi.
Młode wdowy, za młode na śmierć cudzą i swoją. Widać je rano na cmentarzach, jak idą w czarnych rajstopach i nie patrzą na boki. Przeczekują życie, spędzają je, jak się spędza irytującą muchę ze stołu. Widać je także, gdy wieczorem kupują wino i zapraszają koleżanki. Przyjdź, proszę cię, nie mogę zostać sama. A koleżanki na początku przychodzą, ale potem coraz częściej nie mają czasu. Piszą tylko na komórkach "kochana, sorry, dziś nie mogę". I nie dodają, że nie mogą, bo idą ze swoim chłopakiem do kina; nie chcą drażnić. Nie chcą epatować swoją stabilizacją domową, bo jak tu komuś powiedzieć, że jest dobrze, kiedy u tego kogoś przeszedł huragan i spierdolił całe życie. Teraz weź to posprzątaj wszystko, weź to ogarnij!
Dwie, może trzy rzeczy nadają teraz sens życiu dziewczyny: bójki, wizyty na cmentarzu i odwiedziny u babci. Bije się tych, którzy na to zasługują: damskich bokserów, kolesi zaczepiających dziewczyny, donosicieli (bo donosić nie wolno), tych, którzy śmiecą... Lista jest długa. Dziewczyny, czasem wraz z koleżankami, chorą na raka Bronką i ofiarą przemocy domowej, Stefcią, pilnują porządku w Warszawie. Mają wiele przydatnych kontaktów, ludzi, którzy potrafią poruszać się kanałami, zakładać ładunki wybuchowe, zdobyć trujące rośliny. Halinie, Celinie i Bronce wymierzanie sprawiedliwości, szukanie zemsty, czasem w imieniu innych, słabszych, jest niezbędne do życia. To jest ich misja. Stefania chwilowo jest poniewierana przez męża, ale jeszcze zapłonie w niej ten sam zapał, co w przyjaciółkach.
Oczywiście potem można sobie wstrzykiwać nieśmiertelny botoks i twarz jak pupcia. Twarz niewyrażająca emocji, a to akurat się dobrze składa, bo kobiety nie powinny reagować zbyt histerycznie na życie. Najlepiej w ogóle nie reagować. Wstrzyknąć sobie wiele rzeczy pod skórę i ani się człowiek nie zdziwi, ani zasmuci. Twarz o wyrazie wszystkiego i niczego. (...) Pomyślcie też o tym, bo lepiej żyć bez emocji. Jak mnie mąż bił, to sobie potem ostrzykiwałam całą skórę i od razu lepiej.Uczestnicząc w bójkach, czują, że naprawdę żyją, ale mimo to, często dopada je rozczarowanie, smutek i rozpacz.
No nie. Znowu nas oszukano, znowu nam źle powiedziano, że żyć będziemy wiecznie i mieć będziemy szczęście. Ale wszędzie zło, do niczego to życie, skoro ukochani latają nam nad głową w formie przezroczystego tchnienia czy jakiejś, bo ja wiem, wypsikanej ze spreju chmurki. Jak żyć, skoro oni nie żyją?
Dziewczyny są przyzwyczajone do tego, że bliscy odchodzą. Z własnej woli lub z przyczyn niezależnych. Mogą liczyć na siebie wzajemnie, a w końcu tylko na jedną osobę - na samą siebie. Bo kiedy się umiera, to nikt nie może już pomóc i człowiek jest sam.
Lepiej zamiast śniadania włączyć komputer. Na jego ekranie widać właśnie ulubione zdjęcie Celiny. Na zdjęciu tym mała dziewczynka w otoczeniu Mężczyzn Swojego Życia - taty i dziadka. Tata zostawił rodzinę i wyjechał, dziadek umarł. Ale to potem, bo na razie dziewczynka ze zdjęcia ma cztery lata i jest na spacerze. Ubrana w niebieski płaszczyk i czerwone kozaczki patrzy ufnie w obiektyw, bo wie, że nic złego jej się nie stanie, kiedy otaczają ją najbliżsi. Tatusiu! - Słucham. - Obronisz mnie? - No jasne, kochanie, będę zawsze przy tobie. - Dziadziusiu! - Słucham. - Obronisz mnie? - No jasne, wnusiu, będę zawsze przy tobie.
I teraz to zdjęcie wygląda tak: jakiś most, ciąg latarni po horyzont, a na środku stoi dorosła kobieta w niebieskim płaszczu i gapi się zdziwiona w obiektyw. Stoi tam sama jak debil, bo tak ją właśnie załatwili. I tak tam będzie stała, aż ją coś na tym moście przejedzie albo piorun z nieba walnie. Tak tam będzie sobie zdziwiona stała. Oszukana.
piątek, 24 maja 2013
J.K.Rowling, Trafny wybór
Barry Fairbrother, który umiera na początku powieści, jest jednym z niewielu przyzwoitych mieszkańców Pagford, choć wychował się w ogólnie pogardzanym Fields. Pozostali, starsi i młodsi, mają swoje małe, brzydkie sekrety, które czasem przedostają się do publicznej wiadomości i zawstydzają właścicieli.
W cichym i spokojnym miasteczku śmierć Barry'ego budzi poruszenie. Jedni są niemal zadowoleni - zwolniło się miejsce w Radzie, jest możliwość wybrania kogoś, kto poprze plan odłączenia Fields i likwidacji ośrodka pomocy społecznej, dla innych - jego rodziny, przyjaciół i podopiecznych - jest to ogromny cios i tym ludziom nikt go nie zastąpi.
Jedną z osób, która wiele straciła po tym nagłym odejściu, jest nastoletnia Krystal Weedon. Na matce, narkomance, nie może polegać, zwykle dziewczyna musi się nią opiekować, podobnie jak kilkuletnim bratem.
- Będzie ci ciężej niż innym, Krys - zapowiedział jej kiedyś pan Fairbrother. - Mnie też było ciężko. Ale możesz z tego wyjść. Nie musisz dalej iść tą drogą.Miał na myśli przykładanie się do nauki i takie tam, ale było już za późno na tego rodzaju pierdoły. Niby w czym miałoby jej teraz pomóc czytanie?
Dwaj przyjaciele Barry'ego, Gavin i Colin, zmagają się nie tylko z poczuciem straty, ale głównie z własnymi problemami. Gavin nie potrafi zaangażować się w związki z kolejnymi kobietami, Colin przez całe życie ukrywa krępujące skłonności i mimo, iż czasem wyjście z domu napełnia go strachem, postanawia kandydować do Rady, choć ma nikłe szanse na zwycięstwo.
(...) Gavin Hughes namydlił się pod gorącym prysznicem, zastanawiając się, dlaczego nigdy nie miał tyle odwagi co inni. Jakim cudem inni mężczyźni dokonywali właściwych wyborów spośród nieskończonych możliwości? Zżerała go tęsknota za życiem, któremu przyglądał się z daleka, ale nigdy go nie zasmakował, a jednocześnie wzbierał w nim lęk. Wybór niesie z sobą ryzyko: podejmując decyzję, trzeba porzucić wszystkie inne możliwości.
Colin bez żalu patrzył, jak Parminder zabiera mu talerz. Mdłości kłębiące się w jego żołądku były jeszcze gorsze, niż kiedy przyszli. Czuł się tak oddalony od trojga swoich towarzyszy, że równie dobrze mógłby siedzieć zamknięty w bańce z grubego szkła. Aż nazbyt dobrze znał to uczucie, coś jakby chodzenie w olbrzymiej zamkniętej sferze zmartwień i obserwowanie, jak przed oczami przetaczają się koszmary przysłaniające świat zewnętrzny.
Syn Colina, Fats, gardzi ojcem i żyje według zasad, które sam ustala.
Fats uważał, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzkości popełnia błąd, który polega na wstydzeniu się tego, kim się jest: ludzie kłamali w tej kwestii - kłamali i udawali kogoś innego. Dla Fatsa uczciwość była walutą, jego bronią i sposobem na życie. Innych bycie uczciwym przerażało albo szokowało. Fats odkrył, że pozostali śmiertelnicy wikłają się w kłopotliwe sytuacje i grę pozorów, skazując się na życie w ciągłym strachu, że prawda o nich wyjdzie na jaw.
Ta powieść to galeria precyzyjnie nakreślonych postaci. J.K. Rowling bezlitośnie obnaża małostkowość i egoizm, czasem jednym celnym zdaniem, bez taniego sentymentalizmu pochyla się także nad losem tych, którym się w życiu nie udało i dla których nie ma już nadziei.
niedziela, 19 maja 2013
Bryn C. Collins, Emocjonalna niedostępność
Ten poradnik przyciągnął moją uwagę ciekawym porównaniem we wprowadzeniu. Autorka zachęca czytelnika (kobietę) do wyobrażenia sobie, że została zaproszona na przyjęcie. Nie jest pewna, jakiego rodzaju będzie przyjęcie, więc ubiera się neutralnie. Ma nadzieję na wspaniałą zabawę. Drzwi otwiera gospodarz w smokingu i zaczyna od wymówek: "spóźniłaś się", "nie jesteś odpowiednio ubrana", "nie przyniosłaś ciasteczek". Kobieta bardzo chce spełnić wszystkie wymagania, wyrzuca sobie, że nie pomyślała o wszystkim wcześniej, gorączkowo zastanawia się, czy zdąży się przebrać, upiec ciasteczka i wrócić z powrotem, aby zająć honorowe miejsce u boku gospodarza. Gospodarz jest pełen wątpliwości i wyraża swoje niezadowolenie.
Oto jak odczuwa się emocjonalnie niedostępny związek. Nigdy nie jesteś dość dobry, żeby dostać się na przyjęcie. (...) Ale kiedy naprawisz to, co było nie w porządku za pierwszym razem, znajdzie się coś innego, co także jest trochę nie tak jak trzeba. Kiedy i to naprawisz, pojawi się kolejny, równie drobny problem. Twój gospodarz wcale nie zamierza uczynić ciebie - ani nikogo innego - gościem honorowym. Twój gospodarz nie potrafi uczynić cię gościem honorowym ani nawet otworzyć drzwi, żeby cię wpuścić do środka. Twój gospodarz cierpi na niedostępność emocjonalną, czyli na niezdolność do wyciągnięcia ręki i zbudowania uczuciowej więzi z inną osobą.
Gdyby kobiecie udało zajrzeć się do środka, ze zdziwieniem spostrzegłaby, że to, co wydawało się idealnym przyjęciem, jest tylko jego namiastką, grą pozorów. Muzyka i rozmowy dobiegają z magnetofonu i telewizora, ludzi zastępują kartonowe figury, a jedzenie to gulasz w glinianym garnku.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Boel Westin, Tove Jansson Mama Muminków
Zdjęcia, ilustracje i szkice zamieszczone w tej obszernej biografii sprawiają, że przyjemnie ją choćby przekartkować. Prace Tove przykuwają uwagę na długo. Rysowała, malowała i pisała już jako dziecko i choć przez większość życia czuła się malarką, powszechne uznanie i sławę przyniosła jej rodzina Muminków.
Życie prywatne Tove ustępuje miejsca jej twórczości. Boel Westin opisuje jej relacje z bliskimi, kolejne związki, zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, przez pryzmat tego, co aktualnie zajmowało ją artystycznie. Dopiero przy Tooti Tove odnalazła spokój. Po pierwszej wspólnej wyprawie zwierza się w liście do przyjaciółki:
Nie miałam pojęcia (...) że może być tak radośnie i spokojnie, i łagodnie, dzień w dzień, tydzień w tydzień.
Po wydaniu "Zimy Muminków" Tove stała się gwiazdą. Czuła radość i dumę, ale brakowało jej czasu i możliwości skoncentrowania się na malarstwie, które uważała za swój "właściwy, ostatnimi laty jednak bardzo zaniedbany zawód".
U kresu lat pięćdziesiątych świat Muminków nie miał już granic, żyjąc w książkach, na obrazkach i w komiksach, będąc literaturą, sztuką i obrazem. Równocześnie został uprzedmiotowiony, wprowadzony na rynek i przerobiony na towar.
Jak mówiła sama Tove, dwie postaci z Doliny Muminków mają odpowiedniki w realnym świecie. Mama Muminka jest wzorowana na Ham, matce autorki, a Too-tiki ma wiele wspólnego z jej życiową partnerką, Tuulikki (Tooti).
Od początku książki Tove wzbudzały zainteresowanie nie tylko dzieci. W "Opowiadaniach z Doliny Muminków" pojawia się coraz więcej "dorosłych" tematów, a "Tatuś Muminka i morze" zapowiada prawdziwy zwrot ku literaturze dla starszych czytelników. Autorce coraz trudniej mierzyć się z opowieściami dla dzieci, a w pisanie dla dorosłych jeszcze nie może uwierzyć.
Wyspa z latarnią morską, na którą Tatuś zabiera rodzinę z sielskiej Doliny, by się sprawdzić i przeżyć przygodę, staje się tłem przemiany dla wszystkich bohaterów. Te dwa motywy zawsze były bliskie Tove. Lubiła spędzać całe miesiące w namiocie lub domku na wyspie, a kiedy szalała burza, była szczęśliwa. O latarni mogła tylko marzyć.
Kiedy Tove nie mogła tworzyć nowych obrazów, rysunków czy opowieści, nie próżnowała, poprawiała wcześniejsze wydania. Wreszcie w 1967 r. zaczęła pisać pierwszą powieść przeznaczoną dla dorosłych, "Córkę rzeźbiarza", opartą na własnym dzieciństwie. Rok później w Finlandii książka była już bestsellerem.
W 1970 r. ukazuje się ostatnia opowieść o Muminkach, ale bez Muminków - "Dolina Muminków w listopadzie". Pod nieobecność gospodarzy pojawiają się postaci, które mają własne wyobrażenia i oczekiwania wobec życia w Dolinie. Atmosferę przesyca oczekiwanie i niepokój.
Rok później Tove wydaje zbiór opowiadań "Lyssnerskan", który zostaje dobrze przyjęty przez czytelników, choć niektórzy recenzenci mają jej za złe porzucenia świata Muminków. Opowiadania odwołują się do tematów bliskich autorce, do śmierci matki, obsesji idealnego dzieła sztuki, mierzenia się z samotnością, autoanalizy.
Kolejny rok przynosi "Lato", które splata ze sobą losy trzech osób i trzech pokoleń, sześcioletniej dziewczynki, jej taty i bardzo starej babki, mieszkających na wyspie w Zatoce Fińskiej. Tove coraz bardziej panuje nad słowem. Udaje jej się w niewielkiej objętościowo historii zawrzeć głębokie treści. Bohaterowie są wzorowani na jej matce, bracie i jego córce.
Zupełnie odmienna jest powieść "Solstaden", która rozgrywa się na Florydzie, w jednym z Sun Cities, zamieszkanym przez starych ludzi, pełnym słońca i spokoju, ale też samotności i śmierci.
Muminki powracają na chwilę w "Niebezpiecznej podróży", której bohaterka, Zuzanna, przemierza niebezpieczne krainy, by dotrzeć do bezpiecznej i kolorowej Doliny. Praca nad tą opowieścią zaczyna się od ilustracji, a nie jak dotąd od tekstu. I to one wybijają się na pierwszy plan.
W następnych latach Tove nadal pisze, a życie jej i Tooti staje się spokojniejsze, mają więcej czasu dla siebie. Powstaje "Kamienne pole" - gorzka refleksja o pisarstwie, "Rent spel" - o Tove i Tooti, o pracy i miłości.
Tove z wiekiem ma już jednak coraz mniej zapału i sił, jest zmęczona "muminkowym boomem", pisanie przychodzi jej coraz trudniej, a nogi odmawiają posłuszeństwa. W latach dziewięćdziesiątych cierpi na raka płuc i piersi. Umiera mając osiemdziesiąt sześć lat, po wylewie, 27 czerwca 2001 roku, w mieście w którym się urodziła, w Helsinkach. W nekrologu pojawia się fragment "Wiosennej piosenki Włóczykija", o samotności i wolności, które były da niej najważniejsze.
Muminki powracają na chwilę w "Niebezpiecznej podróży", której bohaterka, Zuzanna, przemierza niebezpieczne krainy, by dotrzeć do bezpiecznej i kolorowej Doliny. Praca nad tą opowieścią zaczyna się od ilustracji, a nie jak dotąd od tekstu. I to one wybijają się na pierwszy plan.
W następnych latach Tove nadal pisze, a życie jej i Tooti staje się spokojniejsze, mają więcej czasu dla siebie. Powstaje "Kamienne pole" - gorzka refleksja o pisarstwie, "Rent spel" - o Tove i Tooti, o pracy i miłości.
Tove z wiekiem ma już jednak coraz mniej zapału i sił, jest zmęczona "muminkowym boomem", pisanie przychodzi jej coraz trudniej, a nogi odmawiają posłuszeństwa. W latach dziewięćdziesiątych cierpi na raka płuc i piersi. Umiera mając osiemdziesiąt sześć lat, po wylewie, 27 czerwca 2001 roku, w mieście w którym się urodziła, w Helsinkach. W nekrologu pojawia się fragment "Wiosennej piosenki Włóczykija", o samotności i wolności, które były da niej najważniejsze.
niedziela, 24 marca 2013
Henning Mankell, Powrót nauczyciela tańca
Zimna, mglista i mokra jesień na szwedzkiej prowincji. Ani śladu Kurta Wallandera. Bohaterem jest 37-letni policjant, Stefan Lindman, chory na raka, oczekujący na rozpoczęcie leczenia. Wolny czas poświęca na przyjrzenie się tajemniczej sprawie brutalnego zabójstwa dawnego kolegi, przebywającego od lat na emeryturze Herberta Molina. Początkowa zwykła ciekawość i chęć zajęcia się czymś innym, niż myślenie o śmiertelnej chorobie, przeradza się w nieformalny udział w śledztwie. Stefan ma więcej szczęścia w trafianiu na trop mordercy i często stawia odpowiednie pytania, które bardzo powoli, ale jednak przybliżają rozwiązanie zagadki.
Zaprzyjaźnia się z prowadzącym sprawę Giuseppe Larssonem, który wbrew niechęci zwierzchnika do mieszania się policjantów spoza terenu zbrodni, nie waha się korzystać z pomocy Stefana.
Życie i śmierć Herberta Molina okazują się skomplikowaną łamigłówką. Czego się bał? Przed kim uciekał, zmieniając nazwisko, wyprowadzając się w głąb lasu, z dala od cywilizacji? Kim był morderca, który najpierw go torturował, a później zostawił na miejscu zbrodni krwawe ślady tanga, odtańczonego z Molinem w ramionach?
Kiedy ginie najbliższy sąsiad ofiary, również samotnie mieszkający mężczyzna w podeszłym wieku, ludzi żyjących w tej spokojnej i bezpiecznej dotąd okolicy, ogarnia przerażenie. Policjanci czują się bezradni. Do tej pory nie mieli do czynienia z tak niezwykłą zbrodnią, a co dopiero z dwiema. Wiele wskazuje na to, że sprawcą może być ten sam człowiek.
Stefanowi Lindmanowi nie do końca udaje się zapomnieć o osobistych problemach. Męczą go koszmarne sny, znienacka atakuje ból i osłabienie. Mimo, iż bardzo potrzebuje obecności kogoś bliskiego, nie potrafi się do tego przyznać przed Heleną, za którą jednocześnie tęskni i od której ucieka w śledztwo. Świadomość, że za kilka miesięcy może go już nie być, jest dla niego nie do pojęcia. Nie potrafi przestać o tym myśleć.
Odłożył telefon na siedzenie, wyjechał z parkingu i zaczął rozglądać się za wjazdem na most. Znalazłszy się na nim, stwierdził, że mgła nad wodą wciąż jest bardzo gęsta. Być może tak właśnie wygląda śmierć, przyszło mu na myśl. Kiedyś wyobrażano sobie, że w chwili śmierci do brzegu rzeki dzielącej krainę żywych od świata umarłych przybija łódź z mitycznym przewoźnikiem, który zabiera duszę zmarłego na drugą stronę. Być może w rzeczywistości jest to most, który należy przebyć, wjeżdżając prosto w mgłę. A potem nie ma już nic.
piątek, 22 marca 2013
Michael Freeman, Kolor
Obszerne studium koloru w fotografii cyfrowej. Od postrzegania koloru na przestrzeni wieków i w zależności od kultury, poprzez wykorzystanie i znaczenie na zdjęciach, po obróbkę komputerową.
Przegląd różnych koncepcji kolorów podstawowych. Trzy parametry koloru: barwa, nasycenie, jasność. Kolor światła. Temperatura koloru.Prawidłowo zastosowany kolor może być najsilniejszym składnikiem fotografii. Jeżeli mu się uda poruszyć właściwą strunę duszy widza, może stanowić samą esencję zdjęcia.
Czerwony
Jeżeli skontrastować czerwień z chłodniejszymi barwami, szczególnie niebieskimi i zielonymi, wydaje się ona wychodzić naprzeciw widzowi - innymi słowy, sprawia wrażenie, jakby była bliżej niż pozostałe kolory, a w przypadku odpowiedniego otoczenia może stworzyć złudzenie trójwymiarowości. Kolor czerwony charakteryzuje się znaczną energią kinetyczną i (...) tworzy jedne z najsilniejszych efektów wibracyjnych w stosunku do innych kolorów.
Żółty - intensywny na czarnym tle, mdły na białym. Skojarzenia emocjonalne: ostry i witalny. Symbol światła.
Niebieski - spokojny, chłodny; wiele odcieni.
Zielony - najwięcej rozróżnialnych ludzkim okiem odcieni. Młodość, przyroda. Paradoksalnie zielonkawe zabarwienie zdjęcia nie jest uznawane za ładne (skojarzenia ze zgnilizną, pleśnią).
Fioletowy - tajemnica, groza, niezwykłość.
Pomarańczowy - promienny, ciepły, gorąco, suchość.
Czarny - użyty jako tło wypycha fotografowany przedmiot ku widzowi. Brak światła i odcieni. (...) w większości przypadków widzowie lepiej oceniają zdjęcia o zakresie barw uwzględniającym w kompozycji silny, czarny element.
Biały - nieobecność odcieni. Lekkie niedoświetlenie wywołuje efekt błotnisty, podczas gdy drobne prześwietlenie rujnuje odzwierciedlenie szczegółów i zwykle skutkuje wywołującym niezadowolenie efektem wypalenia.
Szary - esencja neutralności. RGB - wszystkie wartości są takie same.
Najbardziej podstawową, prostą i skuteczną metodą osiągnięcia optymalnych wartości barw i odcieni obrazu cyfrowego jest znalezienie punktów najciemniejszych i punktów najjaśniejszych oraz doprowadzenie ich do jednoznacznej czerni i bieli.
1) Ustawienie punktu czerni i bieli, jak najszersze rozpostarcie wachlarza zarejestrowanych odcieni i barw na ośmiobitowej skali od czerni (0) do bieli (255).
2) (...) ustawienie jako całkowicie neutralnych tych odcieni, które powinny być szare.
Kolor i kontrast - mapowanie tonów. Harmonia i kolory dopełniające. Czerwony i zielony - dynamiczny obraz, przyciągnięcie uwagi. Pomarańczowy i niebieski. Żółty i fioletowy. Akcent kolorystyczny. Dysonans. Kolory przytłumione. Bogactwo i intensywność kontra powściągliwość i umiarkowanie. Kolory miasta i natury.
http://www.michaelfreemanphoto.com/
poniedziałek, 18 marca 2013
Aleksandra Marinina, Gra na cudzym boisku
To nie pierwszy i z pewnością nie ostatni kryminał tej autorki, po który sięgnęłam. Czyta się jednym tchem. Dobrze napisany, ciekawa intryga i sympatyczna, nietuzinkowa główna bohaterka. Eberhard Mock, Edward Popielski czy Kurt Wallander są moimi ulubieńcami, ale Anastazja Kamieńska w niczym im nie ustępuje. Jest niezwykle inteligentna, doskonale radzi sobie z logicznym porządkowaniem faktów i wyciąganiem wniosków, potrafi przejrzeć przeciwnika na wylot, zna pięć języków obcych, umie ironicznie patrzeć na samą siebie... To nawet nie połowa zalet i cech, z których każda pomaga jej sprawnie rozwiązać nawet najbardziej skomplikowane zagadki.
Kamieńska wyjeżdża do sanatorium podreperować zdrowie, które nieco jej szwankuje mimo młodego wieku. Nie da się jednocześnie leczyć kręgosłupa i zaburzeń krążenia, więc zdecydowanie wybiera to pierwsze. Sumiennie wykonuje ćwiczenia zalecone przez lekarza, a wolny czas poświęca na dodatkową stałą pracę - tłumaczy kryminał, łatając w ten sposób dziurę w budżecie.
Miastem, w którym się znalazła, mądrze rządzi "ojciec chrzestny", Eduard Pietrowicz Denisow. Miasto jest czystsze i ładniejsze, a ludzie bardziej zadowoleni z życia, niż w innych rejonach Rosji. Sielankę burzy jednak pojawienie się obcej grupy przestępczej, działającej na terenie sanatorium "Dolina". Denisow jest wściekły. Postanawia wytropić i zlikwidować intruzów.
W środku wydarzeń znajdzie się Nastia, ale zajęcie stanowiska i samo zaangażowanie się w śledztwo nie będzie dla niej łatwe z powodu urażonej dumy. W grę wejdzie również słabość do jednego z członków bandy, czarującego Damira, który ma tylko jedną wadę - kłamie. A kiedy ostatni element układanki znajdzie się na swoim miejscu, Anastazja będzie marzyła o jak najszybszym opuszczeniu tego pozornego raju na ziemi.
piątek, 15 marca 2013
Bernhard Schlink, Lektor
Bohaterem i narratorem jest mężczyzna, który jako 15-letni chłopiec zakochał się w 36-letniej Hannie, wiedząc o niej tylko to, że jest piękna, pociągająca i pracuje jako konduktorka w tramwaju. Poznali się, gdy on zachorował, a ona zaopiekowała się nim i pomogła mu dotrzeć do domu. Po wyzdrowieniu, zgodnie z poleceniem matki, przyniósł jej kwiaty w dowód wdzięczności, a później przychodził już z własnej woli. Oprócz łączącego ich pożądania, stałym punktem spotkań było czytanie na głos - Michael został lektorem Hanny, nie wiedząc początkowo, że jest to dla niej co najmniej równie ważne, jak intymna strona ich związku.
Chłopiec zaangażował się w ten układ całym sobą, ale nigdy nie był pewien, czy jego wybranka jest równie mocno zakochana, czy może traktuje go przedmiotowo.
Pewnego dnia Hanna zniknęła bez pożegnania. Żadna z kobiet, z którymi był po niej, nie mogła mu jej zastąpić. Każdą, wcześniej czy później, zaczynał porównywać do swojej młodzieńczej fascynacji.
Po latach nieoczekiwanie spotyka Hannę na sali sądowej. On jest tam obserwatorem, będąc studentem prawa, ona jest oskarżona o spowodowanie śmierci wielu kobiet i dzieci, jako była strażniczka obozu koncentracyjnego. Michael doświadcza sprzecznych emocji: przypomina sobie, co do niej czuł, wstydzi się, że kochał osobę, która była zdolna do zbrodni, próbuje zrozumieć, dlaczego to zrobiła, w jakim stopniu była świadoma tego, co się dzieje, chce jej pomóc, ale nie potrafi stanąć z nią twarzą w twarz. Hanna plącze się w zeznaniach, sama się pogrąża, sprawia wrażenie, jakby nie znała treści aktu oskarżenia, jakby nie wiedziała, że można było nie wykonać rozkazu przełożonych; podczas procesu zastanawia się nad swoim postępowaniem i usiłuje je zrozumieć.
Nic nie kończy się wraz z ogłoszeniem wyroku. Dla obojga rozpoczyna się kolejny etap życia, w którym mimo iż oddaleni, będą w pewien sposób blisko siebie.
Lektura zmuszająca do refleksji i stawiająca wiele trudnych pytań. Ja przeczytałam ją trochę za szybko, ale nie miałam wyboru - dwa wieczory w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów (książka z tamtejszej biblioteczki).
czwartek, 14 marca 2013
Boris Akunin, Gambit turecki
Druga część przygód Erasta Fandorina. Tym razem akcja rozgrywa się w trakcie wojny rosyjsko-tureckiej, w 1877 roku.
Pierwsze skrzypce gra Waria Suworow, wyemancypowana dziewczyna, która na przekór zasadom dobrego wychowania, samotnie rusza w podróż do sztabu głównego, gdzie przebywa jej przyszły narzeczony, szyfrant Pietia. Po drodze, gdy grozi jej niebezpieczeństwo, spotyka Erasta (posiwiałego i jąkającego się po dramatycznych wydarzeniach w jego życiu). W czepku urodzony Fandorin pomaga jej wydostać się z kłopotów.
Warię czekają długie miesiące w otoczeniu godnych podziwu, odważnych mężczyzn, z których wielu będzie ją adorować, a niepozorny Erast i jego zalety początkowo będą dla niej niezauważalne.
Wydarzenia, w których będzie uczestniczyć sprawią, że dzielna, ale trzpiotowata panienka zacznie poważniej patrzeć na świat i zrozumie, że nie zawsze można łatwo sięgnąć po to, czego by się najbardziej pragnęło.
"Gambit turecki" czyta się równie przyjemnie, jak "Azazela" i nabiera się apetytu na kolejne części serii.
Boris Akunin, Azazel
Przyjemny, momentami zabawny kryminał z akcją rozgrywającą się głównie w Rosji, w XIX wieku. Pierwsza część serii przygód Erasta Fandorina - młodego kancelisty, sieroty z dobrej rodziny, zmuszonego zarabiać na chleb. Erast, sprawiający wrażenie grzecznego, dobrze ułożonego chłopca, jest szalenie inteligentny i przebiegły. Docieka prawdy nawet wtedy, gdy inni już dawno by się poddali.
Jego kariera rozpoczyna się od śledztwa w sprawie tajemniczego i dziwnego samobójstwa bogatego studenta. Fandorin od początku przeczuwa, że wszystko jest bardziej skomplikowane, niż sądzi jego dobroduszny przełożony. Dostaje wolną rękę i z młodzieńczym zapałem rzuca się, by rozwiązać pasjonującą zagadkę.
Po drodze spotyka piękne, onieśmielające go kobiety, przykleja wąsy, aby wyglądać poważniej i nie zostać rozpoznanym, uczy się wygrywać w karty, mimo, że nigdy nie grał, kilkakrotnie cudem unika śmierci, dzięki szczęściu, które nie opuszcza go nawet w najgorszych opałach.
Świetny język, zajmująco przedstawione tło historyczno-obyczajowe, zaskakujące zwroty akcji, czynią z "Azazela" lekturę godną uwagi.
wtorek, 5 marca 2013
Joanna Bator, Chmurdalia
Książkę od kilku tygodni miałam na półce, ale odkładałam lekturę na później, chcąc przedłużyć moment delektowania się kontynuacją "Piaskowej Góry". Niepotrzebnie. Jest bardzo dobra, ale nie pochłonęła mnie tak bardzo jak jej poprzedniczka. Może dlatego, że w fabułę wplecione są historie ludzi czasem luźno związanych z trójcą Dominika - Jadzia - Halina (choć bardzo zajmujące i opowiedziane soczystym, pasującym do postaci językiem), a może tylko dlatego, że z braku czasu czytałam ją dość długo, przerywając lekturę nie zawsze w odpowiednim momencie.
"Chmurdalia" przybliża drugoplanowe postaci z "Piaskowej Góry", m.in. Grażynkę Rozpuch, Małgosię Lipkę, ale wprowadza też wiele nowych, dzięki Dominice, która po wypadku nie potrafi nigdzie zatrzymać się na dłużej, podróżuje po świecie i poznaje ludzi, zawsze gotowa do wysłuchania ich historii.
Spotkani w drodze mówili, jak się urządzę, to ściągnę rodzinę, albo jak się dorobię, to wrócę, i tylko czasem trafiały na podobnych sobie; ci nie mówili, lubię podróżować, ani nie mówili, podróżuję, bo lubię, lecz z oczami utkwionymi w miejscu niewidocznym dla rozmówcy, wzdychali, czas ruszać, na mnie już czas, czas w drogę, jakby czas pozwalał im odetchnąć tylko na chwilę i zaraz domagał się uwagi jak pies spaceru.
Dominika ucieka od wspomnień, od dawnego życia, ale też od Jadzi, która wciąż próbuje ułożyć życie córki według jedynie słusznych, bo dobrze znanych schematów.
Co ty wiesz o palonych domach, zapachu spalonego mięsa, którego nie można się pozbyć, bo wsiąkł w skórę i włosy? Czuję ten zapach na mojej matce i nie mogę ani od niej uciec, ani do niej wrócić, gdy tylko zatrzymam się gdzieś na dłużej, zapach wzmaga się i muszę ruszać dalej. Ale to nie pomaga. Jakbym miała w środku coś martwego, kawałek martwej matki, materii, której nie da się wyrzygać, czasem wkładam palce do gardła i zmuszam się do wymiotów, ale to na nic.
Bohaterka szuka samej siebie; wypadek wytrącił ją z kolein zaplanowanej przyszłości, studiów, przeprowadzki, miłości, "normalnego życia". Nie robi planów, nie kupuje nic na kredyt, nie gromadzi rzeczy, wystarcza jej to, co w ciągu godziny może spakować do plecaka, kiedy nadejdzie czas na zmianę.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Henning Mankell, O krok
Po Mankella sięgam bez wahania. Lubię ten spokojny, niespieszny ton narracji, ascetyczne zdania bez ozdobników, nienachalne monologi wewnętrzne postaci, zwięzłe opisy skandynawskiej przyrody i codziennego, zwykłego życia ludzi. O ile nie martwię się o przebieg akcji, to odpoczywam i delektuję się lekturą. "O krok" trzyma w napięciu i nie pozwala wcześniej zasnąć, nawet mimo zmęczenia.
Wallander zdaje sobie sprawę, że poza córką, którą rzadko widuje, jest samotny. Ma tylko kolegów i koleżanki z pracy, ale nie łączą go z nimi bliskie relacje. Ojciec niedawno zmarł. Teraz on jest pierwszy w kolejce. Związek z Bajbą, wspólne plany, dom, pies - nic z tego nie wyszło. Poza tym lata niedbania o swoje zdrowie zaczynają się mścić i Kurt ma początki cukrzycy. Nic nie wskazuje na to, by mógł zastosować się do zaleceń lekarza, zmienić dietę i więcej się ruszać, bo kieruje wyjątkowo skomplikowanym śledztwem.
W noc świętojańską troje młodych ludzi, przebranych w stroje z XVIII wieku, potajemnie spotyka się w rezerwacie przyrody. W trakcie wesołej zabawy giną zastrzeleni przez mordercę, który doskonale znał ich zamiary. Zaniepokojeni rodzice zgłaszają się na policję, ale wkrótce otrzymują kartki pocztowe z podróży po Europie, pisane przez jedną z zaginionych, co sprawia, że prawie wszyscy myślą, iż trójka przyjaciół udała się na spontaniczną wycieczkę.
Wkrótce potem Wallander znajduje ciało kolegi z komisariatu, zastrzelonego we własnym mieszkaniu. Pozornie wszystko wskazuje na napad na tle rabunkowym, ale Kurt przeczuwa, że kryje się za tym jakaś tajemnica. Dociekliwość prowadzi go do nieprawdopodobnego przypuszczenia, że oba morderstwa są ze sobą powiązane. Zarówno Wallander, jak i pozostali współpracownicy ofiary, zdają sobie sprawę z tego, że tak naprawdę w ogóle go nie znali. Był sumiennym policjantem, można było na nim polegać, ale niewiele więcej potrafią o nim powiedzieć.
Opinia publiczna żąda jak najszybszego ujęcia szaleńca odpowiedzialnego za niewytłumaczalne zbrodnie; przed Wallanderem i całą ystadzką policją wiele chwil zwątpienia, bezsennych nocy i zaskakujących zwrotów akcji.
W kraju następował nowy podział. Na potrzebnych i niepotrzebnych. W tych warunkach bycie policjantem będzie wymagało dokonywania coraz trudniejszych wyborów. W dalszym ciągu będą utrzymywać czystość na powierzchni, podczas gdy gniły same fundamenty społecznego porządku.
niedziela, 10 lutego 2013
John Irving, W jednej osobie
Przeczytałam niemal wszystkie powieści Irvinga. Niektóre po kilka razy. Najnowsza to ciekawa historia dorastania chłopca odkrywającego swoją seksualność, drobiazgowo opowiadającego o młodzieńczych fascynacjach, które towarzyszą mu przez całe życie, ale w moim odczuciu nie jest tak porywająca jak choćby "Jednoroczna wdowa", "Hotel New Hampshire", "Regulamin tłoczni win", czy najbardziej chyba znany "Świat według Garpa".
Billy stopniowo odkrywa rodzinne tajemnice, dowiadując się przy tym wiele o swoich skłonnościach. Mimo, iż nie zna ojca, a matka nie nadaje się na powierniczkę, w jego życiu pojawiają się osoby godne zaufania, które pomagają mu przetrwać skomplikowany czas dojrzewania. Są też i tacy, którzy nie szczędzą mu upokorzeń, a wśród nich szkolny kolega, utalentowany zapaśnik, Kittredge - obiekt westchnień bohatera i jego przyjaciółki, Elaine. Równocześnie Billy jest zakochany w bibliotekarce, pannie Frost. Te dwie postaci odegrają na tyle ważne role w kształtowaniu się osobowości chłopca, że nigdy o nich nie zapomni.
Jako biseksualista nie będzie do końca wiarygodny ani dla kobiet, ani dla gejów, ale on sam po trudnym okresie czytania wszystkiego na temat "pociągu do niewłaściwych ludzi", potrafi zaakceptować swoje skłonności. Zostaje pisarzem, poruszającym w swej twórczości problem orientacji
seksualnej, walczącym o akceptację i "nietolerującym nietolerancji".
Irving wiele uwagi poświęca epidemii AIDS w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Szczegółowo opisuje najczęstszy przebieg choroby na przykładzie bliższych i dalszych znajomych bohatera. A na przestrzeni jego życia ukazuje radykalne przemiany obyczajowe w amerykańskim i europejskim społeczeństwie.
W lekturze przeszkadzało mi zatrzęsienie literówek. Opis wersalikami z tyłu okładki to też nie jest najlepszy pomysł.
wtorek, 5 lutego 2013
Michel Houellebecq, Cząstki elementarne
Dwaj przyrodni bracia, wychowani bez rodziców, wiodący skrajnie odmienne życie. Starszy, Bruno, prześladowany przez kolegów w szkolnym internacie, wyrasta na niepewnego siebie faceta, mającego problemy z kobietami, a jego głównym ośrodkiem zainteresowania staje się seks i odczuwanie fizycznej przyjemności. Dla Michela relacje damsko-męskie nie mają większego znaczenia. Jedyne, czym się interesuje to nauka - jest biologiem molekularnym i na tym polu odnosi sukcesy. Jednak to też nie wystarcza mu za całe życie, bo będąc po czterdziestce odchodzi z pracy, bierze roczny urlop i oddaje się rozmyślaniom filozoficznym. Obaj, mimo że tak różni, zgadzają się co do tego, że życie nie ma sensu, a przynajmniej nie ma go tam, gdzie oni szukali.
Powieść krytycznie odnosi się do przemian w ludzkiej mentalności, do nadmiernej indywidualizacji, idącej za tym brutalności i zaniku uczuć. Ludzie końca XX wieku są skazani na zagładę. Nie burzliwą apokalipsę lecz raczej powolne wymieranie. Ma ich zastąpić nowy, "genetycznie zmodyfikowany" gatunek. Książka jest hołdem złożonym żałosnej ludzkości:
(...) ambicją tej książki jest oddać cześć nieszczęsnemu i odważnemu gatunkowi, który nas stworzył. Ów gatunek, cierpiący i nikczemny, niewiele różniący się od małpy, nosił przecież w sobie tyle szlachetnych aspiracji. Ten gatunek, umęczony, pełen sprzeczności, indywidualistyczny i kłótliwy, o nieograniczonym egoizmie, zdolny czasami do wybuchów niesłychanej przemocy i agresji, przecież nigdy nie przestał wierzyć w dobro i miłość.
niedziela, 3 lutego 2013
Henning Mankell, Nim nadejdzie mróz
Autor przygotowuje czytelnika na rozstanie z Kurtem Wallanderem. Kurt się starzeje, planuje kupić dom nad morzem, gdzieś w spokojnej okolicy, sprawić sobie psa i wreszcie odpocząć. Do pracy w policji szykuje się kolejne pokolenie, a Kurt będzie miał godnego następcę w Lindzie, jego córce.
Do tej pory ich stosunki układały się różnie. Linda była zbuntowaną nastolatką, zadawała się z podejrzanym towarzystwem, próbowała popełnić samobójstwo, uciekała z domu. Kiedy dorosła, zaczęła inaczej patrzeć na ojca i jego pracę, a wreszcie sama postanowiła zostać policjantką.
Akcja powieści zaczyna się w chwili, gdy Linda, już po skończeniu szkoły, wprowadza się tymczasowo do ojca i czeka na rozpoczęcie pracy w Ystad, na tym samym posterunku, gdzie on nadal pracuje. Chciałaby zacząć wcześniej, ale mimo, że aspiranci są potrzebni, policja nie ma dodatkowych pieniędzy na wynagrodzenia i dziewczyna musi czekać.
W tym czasie odnawia znajomość z dwiema przyjaciółkami z dzieciństwa: Anną i Zebrą. Coraz lepiej także poznaje ojca i przekonuje się, jak bardzo jest do niego podobna, zwłaszcza jeśli chodzi o wady i czasem denerwujący sposób bycia. Niewątpliwie łączy ich surowa miłość, ale doskonale potrafią też wyprowadzać się z równowagi i działać sobie na nerwy. Mieszkanie pod jednym dachem nie ułatwia im zgodnego życia.
wtorek, 29 stycznia 2013
Cees Nooteboom, Hotel nomadów
Irlandia, Szwajcaria, Włochy, Hiszpania, Japonia, Holandia. Gorączka podróży i refleksyjny spokój. Dramatyzm i melancholia. Historyczne wydarzenia i drobne ciekawostki. Relikty przeszłości i zmiany cywilizacyjne. Panorama i szczegół. Reportaż i poezja. "Hotel nomadów" to wybór esejów o podróżach Ceesa Nootebooma z ostatnich czterech dekad. Autor pokazuje, jak można patrzeć na świat i przekonuje, że poznawanie świata jest także formą samopoznania. (fragm. opisu wydawnictwa)
Powyższe tak dobrze oddaje zawartość książki, że właściwie niewiele mam do dodania. Może tylko to, że na wielu stronach urzekające jest pochylenie się nad szczegółami (kwiat, ryba, rzeźba), poetyckie spojrzenie na wydawałoby się banalne sprawy i celne, oryginalne metafory.
Bliski jest mi pogląd, że zwiedzając świat, nie tylko poznajemy inne krajobrazy, zabytki, kulturę, ludzi, ale również, a może przede wszystkim, dowiadujemy się czegoś o sobie samych.
Skrywanym i podświadomym celem niektórych podróży jest wprawienie podróżnika w całkowite zakłopotanie, takie oderwanie go od korzeni, że jego własne życie wydaje się na tyle mgliste, że z wielkim trudem będzie mógł do niego powrócić. Dopiero wtedy naprawdę byłeś daleko, tak bardzo gdzie indziej, że być może stałeś się przez to innym człowiekiem.
sobota, 19 stycznia 2013
Zygmunt Miłoszewski, Domofon
Debiutancka powieść autora popularnego "Uwikłania". Znalazłam ją w bibliotece na półce z kryminałami i niezrażona okładką i opisem na ostatniej stronie, zaczęłam czytać spodziewając się dobrze napisanego kryminału. Dość szybko okazało się, że nie policja będzie tropiła to "coś", co sprawia, że w bloku z wielkiej płyty, w Warszawie przy ulicy Kondratowicza 41, w dziwnych okolicznościach giną ludzie. Po północy, kiedy nie mogąc odłożyć lektury, bo już nie byłam senna, tylko ciekawa co będzie dalej, niewiele otuchy dodawała mi świadomość, że nie mieszkam na Bródnie, w bloku z windą, która ma dodatkowe drzwi z kłódką, oddzielające przestrzeń do przewozu osób od towarowej.
Scen "z dreszczykiem" jest raptem kilka, ale autor umiejętnie stopniuje napięcie, a umieszczenie akcji w dobrze znanych większości mieszkańców miast realiach sprawia, że nagle odgłosy zza ścian przestają być oczywiste i zaczynają budzić niepokój.
Mieszkańcy jedenastopiętrowego bloku żyją obok siebie, niewiele o sobie nawzajem wiedząc (no, może z jednym wyjątkiem), a każdy boryka się ze swoimi problemami i zmartwieniami. Nowi lokatorzy - młode małżeństwo, Agnieszka i Robert, wprowadzają się pełni optymizmu i nadziei na szczęśliwe życie, którego jesień ma upłynąć przed kominkiem w domku w Bieszczadach, jak sobie oboje wymarzyli. Już pierwszego wieczoru nie jest sielankowo - na powitanie pojawia się ciało mężczyzny, któremu winda ucięła głowę. Wyraz twarzy ofiary świadczy o tym, że ostatnie chwile jej życia były przerażające. A nie jest to ani pierwszy, ani ostatni z tragicznych wypadków w tym budynku... Wkrótce Agnieszkę zaczynają dręczyć realistyczne koszmary, a Robert coraz bardziej zamyka się w sobie i oddala od żony.
piątek, 18 stycznia 2013
Georgeanne Brennan, Świnia w Prowansji. Dobre jedzenie i proste przyjemności w południowej Francji
Oryginalny tytuł i okładka - w niczym nie przypominające popularnych od lat książek o tym, jak to (najczęściej) bohaterka ucieka z wielkiego miasta, by gdzieś w innym kraju, najlepiej w otoczeniu winnic i sadów odnaleźć przyjaźń, miłość i sens życia. Nie ma tu egzaltowanych opisów zachodzącego słońca, czy uczuciowych rozterek autorki. Książka, jak informuje podtytuł, jest poświęcona jedzeniu. I prostym przyjemnościom, najczęściej związanym ze spożywaniem posiłków w gronie przyjaciół.
Rozdziały osnute są wokół jedzenia, np.: Moja historia koziego sera, Grzybowe obsesje, Istota czosnku i le grand aïoli, a każdy z nich jest zakończony smakowitym przepisem kulinarnym (który łatwo później odnaleźć, bo strony z przepisami są jasnoszare). Od szczegółowych relacji z przyrządzania soczystych,
aromatycznych, pieczonych i grillowanych potraw, aż cieknie ślinka i czytając tę książkę trudno nie przenieść się do kuchni, żeby przyrządzić sobie coś na ząb.
Georgeanne wraz z pierwszym mężem Donaldem i kilkuletnią córką Ethel przeprowadza się z Kalifornii do Prowansji. Planują wieść proste życie na wsi, utrzymując się z wytwarzania koziego sera, o czym początkowo nie mają pojęcia. Kupują kozy, później świnię, całe dnie spędzają ucząc się nowego życia od podstaw. Metodą prób i błędów udaje im się zrobić pierwszy krążek jadalnego sera.
Poznają sąsiadów, z którymi łączy ich nie tylko wspólne biesiadowanie, ale i praca przy zbieraniu winogron, grzybów lub zabijaniu i oprawianiu świni, w którym przed laty tradycyjnie uczestniczyła cała rodzina i wszyscy, którzy mieszkali w pobliżu.
Iza Kuna, Klara
Scenki z życia 39-letniej Klary i jej najbliższych: kochanka Aleksa, przyjaciół (Wronki i Piotra) oraz matki i kota. Czasem wulgarne, często zabawne i równie często smutne.
Klara od lat kocha Aleksa i marzy o tym, żeby wreszcie rozwiódł się z żoną i ożenił z nią. Aleks również bardzo ją kocha i nie wyobraża sobie życia bez niej, ale wyznanie prawdy żonie i odejście od bogu ducha winnych dziatek przekracza jego siły. Będąc z rodziną, wymyka się do łazienki, odkręca kran i dzwoni do kochanki. Będąc u Klary, prowadzi rozmowy z żoną, oczywiście również z łazienki.
Przyjaciele i matka doradzają Klarze zerwanie z niezdecydowanym Aleksem. Ona owszem, próbuje, ale zawsze wraca na trochę zbyt pulchne łono kochasia, któremu brakuje odwagi.
A czas nieubłaganie płynie. Koleżanki dawno powychodziły za mąż i postarały się o potomstwo, o czym skrupulatnie informuje ją matka w niemal każdej rozmowie telefonicznej, wyrażając swoje głębokie i gorzkie rozczarowanie postawą córki, która nie potrafiła ułożyć sobie życia.
Klara wraz z Wronką urozmaica sobie ciężki los pół-singielki drinkami i tabletkami na uspokojenie. Czasem chodzi na randki, desperacko usiłując poznać kandydata na męża i wybić sobie z głowy niewiernego Aleksa. Usiłuje też dowiedzieć się od matki, dlaczego nigdy nie poznała swojego ojca.
Krótkie rozdziały, dużo dialogów, czyta się błyskawicznie.
niedziela, 13 stycznia 2013
Joanna Bator, Kobieta
Debiutancka powieść Joanny Bator, oparta na elementach biografii. Między "zwykłe" zdarzenia z życia bohaterki, randki, spotkania z przyjaciółmi, wspomnienia z podróży, które można czytać bezrefleksyjnie, wplecione są rozważania filozoficzne, psychologiczne, przemyślenia dotyczące przeczytanych (przestudiowanych) książek, czy życia wielkich ludzi (Nietzsche, Freud). Pojawiają się refleksje nad innością kobiety i mężczyzny, nad znaczeniem słów, często wyświechtanych, pozbawionych głębszego sensu, nad obrazem kobiety wyłaniającym się z oczekiwań społeczeństwa, kobiecej prasy, reklam, często pełnym sprzeczności, powierzchownym i spychającym kobietę do roli podrzędnej wobec mężczyzny.
Nadążamy za najnowszymi trendami. Wariatki w obitych różowym aksamitem celach bez klamek. Ostatnie krzyki mody zagłuszają nasze słowa. Ciała jak kawałki plasteliny dają się kształtować zgodnie z wolą dyktatorów. Dzielne Ateny i malutkie Chineczki. Tożsamość przeniesiona na powierzchnię skóry podlega ciągłym krawieckim przeróbkom. Szmaciana laleczka - dziewczynka leży na plecach z rozkraczonymi nogami. Gotowa do wyszywania charakteru. Ciało/tożsamość wystawione na pokaz. Suche, czyste i gładkie.
piątek, 11 stycznia 2013
Barbara Mujica, Frida
Barwna opowieść o Fridzie Kahlo oparta na jej biografii, choć jak wyznaje autorka, większość wydarzeń i postaci jest dziełem jej wyobraźni.
Pisząc "Fridę", chciałam nie tyle udokumentować życie Fridy Kahlo, ile uchwycić istotę jej osobowości. Ciekawiło mnie zwłaszcza, jak może czuć się niepozorna siostra osoby tak wyjątkowej. (...) Interesowały mnie także ogólniejsze problemy stosunków międzyludzkich - a w szczególności nasza zdolność do krzywdzenia innych osób, nawet tych, które szczerze kochamy.
Powieść ma formę monologu skierowanego do psychiatry, jest swoistą psychoanalizą Cristiny - młodszej siostry Fridy, całe życie pozostającej w jej cieniu. Cristi darzyła swoją uzdolnioną siostrę miłością i podziwem, ale nie była wolna od zwykłej ludzkiej zazdrości. Mimo, iż wszyscy uważali ją za mniej inteligentną, doskonale zdawała sobie sprawę z rozbieżności między głoszonymi przez Fridę poglądami, a jej postępowaniem, widziała, że siostra ponad wszystko pragnie uznania i zainteresowania ze strony rodziny, przyjaciół i wszystkich ludzi, których spotyka, że uwielbia zwracać na siebie uwagę i być w centrum wydarzeń, że jest egoistką.
czwartek, 10 stycznia 2013
Henning Mankel, Mężczyzna, który się uśmiechał
Od dwudziestu pięciu lat jest policjantem. Cokolwiek czeka go w przyszłości, minione dwadzieścia pięć lat ukształtowało jego osobowość i nic tego nie zmieni. Nie pomogą prośby o unieważnienie dotychczasowego życia ani żądanie nowego rozdania. Nie można się cofnąć. Pytanie, czy można jeszcze iść naprzód.
Kurt Wallander, pogrążony w depresji, za często sięgający po alkohol, próbuje pozbierać się po zastrzeleniu na służbie człowieka. Postanawia zrezygnować z pracy w policji, ale morderstwo jego kolegi, adwokata, który kilka dni wcześniej usiłował namówić Kurta do zbadania sprawy śmierci swego ojca, zmienia jego plany. Poza tym uświadamia sobie, że nic innego nie potrafi robić, a praca, mimo iż żmudna i ciężka, daje mu satysfakcję. Wraca więc pod długiej przerwie, by prowadzić kolejne niełatwe śledztwo. Zaprzyjaźnia się z nową koleżanką w zespole, która zapowiada się na dobrą policjantkę.
Czytelnik już na początku, jeszcze przed Kurtem, poznaje głównego podejrzanego, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to przeczytać całości z dużym zainteresowaniem. Zresztą, niejedno jeszcze się wydarza przed końcem postępowania.
Akcja dzieje się późną jesienią i na początku zimy, całą powieść przesyca klimat przygnębienia i samotności, jest ciemno, zimno i pada deszcz. Ojciec Kurta wciąż maluje jesienne krajobrazy z głuszcem lub bez, na tle zachodzącego słońca. Córka jest daleko. A Wallander ma bardzo trudną i wymagającą niezwykłej ostrożności zagadkę do rozwikłania.
Jedną ze szczególnych cech Wallandera jest to, że stale się zmienia. W ten sposób różni się od wielu tzw. bohaterów, którzy są identyczni na pierwszej i na tysięcznej stronie książki. Ja takich książek nie lubię. Nikt z nas nie będzie jutro taki sam.
Henning Mankell
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































