sobota, 19 stycznia 2013

Zygmunt Miłoszewski, Domofon

Debiutancka powieść autora popularnego "Uwikłania". Znalazłam ją w bibliotece na półce z kryminałami i niezrażona okładką i opisem na ostatniej stronie, zaczęłam czytać spodziewając się dobrze napisanego kryminału. Dość szybko okazało się, że nie policja będzie tropiła to "coś", co sprawia, że w bloku z wielkiej płyty, w Warszawie przy ulicy Kondratowicza 41, w dziwnych okolicznościach giną ludzie. Po północy, kiedy nie mogąc odłożyć lektury, bo już nie byłam senna, tylko ciekawa co będzie dalej, niewiele otuchy dodawała mi świadomość, że nie mieszkam na Bródnie, w bloku z windą, która ma dodatkowe drzwi z kłódką, oddzielające przestrzeń do przewozu osób od towarowej.
Scen "z dreszczykiem" jest raptem kilka, ale autor umiejętnie stopniuje napięcie, a umieszczenie akcji w dobrze znanych większości mieszkańców miast realiach sprawia, że nagle odgłosy zza ścian przestają być oczywiste i zaczynają budzić niepokój. 
Mieszkańcy jedenastopiętrowego bloku żyją obok siebie, niewiele o sobie nawzajem wiedząc (no, może z jednym wyjątkiem), a każdy boryka się ze swoimi problemami i zmartwieniami. Nowi lokatorzy - młode małżeństwo, Agnieszka i Robert, wprowadzają się pełni optymizmu i nadziei na szczęśliwe życie, którego jesień ma upłynąć przed kominkiem w domku w Bieszczadach, jak sobie oboje wymarzyli. Już pierwszego wieczoru nie jest sielankowo - na powitanie pojawia się ciało mężczyzny, któremu winda ucięła głowę. Wyraz twarzy ofiary świadczy o tym, że ostatnie chwile jej życia były przerażające. A nie jest to ani pierwszy, ani ostatni z tragicznych wypadków w tym budynku... Wkrótce Agnieszkę zaczynają dręczyć realistyczne koszmary, a Robert coraz bardziej zamyka się w sobie i oddala od żony.
Jedną z wyraźniej zarysowanych postaci jest Wiktor - obecnie samotny alkoholik, dawniej szczęśliwy mąż, kochający ojciec i znany dziennikarz. Podobnie jak wielu mieszkańców tego dziwnego bloku, oprócz zmagania się z rzeczywistością, walczy z koszmarami sennymi, powiązanymi ze smutnymi zdarzeniami z przeszłości, które zrujnowały mu życie rodzinne i zawodowe.
(...)bo człowiek to jest (...) twarda bestia. (...) Żeby człowieka zabić, to trzeba ho, ho, trzeba się naprawdę postarać. Albo zostawić go samego ze sobą i czekać, aż oszaleje. Każdy człowiek ma w głowie coś, od czego można oszaleć. (...) Z każdego człowieka można wywlec jakiegoś stracha, jakąś winę, zaniedbanie, nawet marzenie - tak, marzeniem też można odebrać człowiekowi zmysły. Ludziom miesza się rzeczywistość z wyobraźnią. Wstydzą się tego, o czym pomyśleli, są dumni z rzeczy, których nie zrobili, kochają tych, których nie znają, i nienawidzą tych, o których tylko słyszeli. (...) mam może dom, pracę, znajomych, może kochankę, dziecko, rodziców. Czy dużo tego mam? Ja, człowiek? Mało mam, na jednej kartce bym wszystko wyliczył. (...) Tylko że ja mam wszystko w głowie, wszystko, każde pół myśli, ćwierć fantazji, każdy ułamek marzenia. Mam trylion kochanek, tysiąc par rodziców, milion zawodów i trzy miliardy przygód. Bywam ofiarą i katem, gwałconym i gwałcicielem, mordercą i świętym. Wszystko to mam (...) w głowie. I właśnie dlatego nie mogę dziś zasnąć, bo jakoś się tak porobiło, że nad tym wszystkim już nie panuję. Boję się, że wezmę jaką zbuntowaną, bezczelną myśl za rzeczywistość i w niej już zostanę.
W chwilach gdy najłatwiej byłoby poddać się apatii i zniechęceniu, zamknąć się w sobie i biernie czekać na to, co się stanie, tylko nieliczni mieszkańcy znajdą w sobie dość siły, by dociekać, co się dzieje i dlaczego spotyka to właśnie ich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz