niedziela, 13 stycznia 2013

Joanna Bator, Kobieta

Debiutancka powieść Joanny Bator, oparta na elementach biografii. Między "zwykłe" zdarzenia z życia bohaterki, randki, spotkania z przyjaciółmi, wspomnienia z podróży, które można czytać bezrefleksyjnie, wplecione są rozważania filozoficzne, psychologiczne, przemyślenia dotyczące przeczytanych (przestudiowanych) książek, czy życia wielkich ludzi (Nietzsche, Freud). Pojawiają się refleksje nad innością kobiety i mężczyzny, nad znaczeniem słów, często wyświechtanych, pozbawionych głębszego sensu, nad obrazem kobiety wyłaniającym się z oczekiwań społeczeństwa, kobiecej prasy, reklam, często pełnym sprzeczności, powierzchownym i spychającym kobietę do roli podrzędnej wobec mężczyzny.
Nadążamy za najnowszymi trendami. Wariatki w obitych różowym aksamitem celach bez klamek. Ostatnie krzyki mody zagłuszają nasze słowa. Ciała jak kawałki plasteliny dają się kształtować zgodnie z wolą dyktatorów. Dzielne Ateny i malutkie Chineczki. Tożsamość przeniesiona na powierzchnię skóry podlega ciągłym krawieckim przeróbkom. Szmaciana laleczka - dziewczynka leży na plecach z rozkraczonymi nogami. Gotowa do wyszywania charakteru. Ciało/tożsamość wystawione na pokaz. Suche, czyste i gładkie.
Bohaterka, jak wiele innych kobiet (i jej przyjaciółki, Ada i Buba), próbuje znaleźć dla siebie miejsce gdzieś pomiędzy tym, czego się od niej oczekuje, a czego sama pragnie. Wiele razy "przebiera się za normalną kobietę". Wyraźnie widzi role, w które się wciela. Maluje się, wklepuje balsamy i kremy o cudownym działaniu, kupuje mnóstwo niepotrzebnych ubrań, powodowana impulsem, czy chęcią poprawienia sobie humoru, gra rolę zakochanej lub flirtującej tylko kobiety, ale jednocześnie patrzy na to wszystko z dystansem i ironią.
Życie jej i najbliższych przyjaciół wymyka się stereotypom, nie mają mężów/żon, dzieci, wciąż szukają dla siebie miejsca. Sporadyczne wypady z Adą do "Dobrych Ludzi" - przykładnego małżeństwa z córeczką, jamnikiem, domem i ogrodem, kończą się ucieczką, kiedy obie nie mogą już wytrzymać nudnej normalności.
Relacja z Wielkim Gatsbym to wzajemne przyciąganie się i odpychanie, niezrozumienie i chwile porozumienia, a wszystko doprawione smutkiem i świadomością nieuchronnego końca.
I tak się człowiek stara, chociaż psychoanalityk Lacan udowodnił niezbicie, że "relacja między płciami nie istnieje". Czyli w skrócie, że nie można się dogadać, bo szukamy w innym nie tego, co on nam chce dać, lecz tego, czego dać nie może.
Miewa naprzemienne stany maniakalno-depresyjne, miota się między euforycznym przekonaniem, że wszystko jest możliwe i w zasięgu ręki, a poczuciem wszechogarniającego smutku, z którego wyciągnąć ją może chyba tylko Lulek - wierny przyjaciel (i kochanek?), rozumiejący ją pewnie lepiej niż Wielki Gatsby, ale nie potrafiący zatrzymać jej przy sobie. Z Lulkiem miło jest czytać jedną książkę na plaży, wymyślać życiorysy obcym ludziom, bawić się słowami, ale nie można osiąść przy nim na stałe.
Jak dużo jeszcze czasu zajmie dotarcie do tej granicy, za którą to melancholia wyjdzie zwycięsko z kolejnego z naszych starć i zostawi mnie na zawsze zwiniętą w kłębek na podłodze łazienki? Jeszcze ten raz się uda, może następny. Wykąpię się, zmuszę do codziennego rytuału pielęgnacyjnego, zjem jogurt na śniadanie, jogurt i banana, napiję się bardzo słodkiego kompotu z truskawek, spojrzę w lustro i odwrócę wzrok od dobrze mi znanej małej dziewczynki, na chudych nóżkach rajstopy jak obwarzanki, spódniczka w kratkę i sweterek z wydzierganym na przodzie jeżem, która wskazuje na mnie palcem, a wielkie łzy płyną jej po policzkach. Rzeczywiście, jest tam. "Idź, dziecko, do domu", proszę i otwieram w końcu drzwi łazienki.
Kolejną z istotnych relacji w jej życiu jest związek z matką, dobitnie wyrażający się w męczącym śnie, w którym niesie matkę na plecach, ledwie idąc, nie mając sił, szukając jej lokum i wysłuchując niekończących się narzekań, a w końcu stwierdzając, że matka ma jej twarz.
Kuchenne królowe depresji, półmartwe czcicielki poświęcenia sączą córkom złą wiedzę zdobytą od własnych matek. Uczą je strategii nieistnienia, wpajają magiczne zaklęcia, dzięki którym obie wpasują się w któreś z przeznaczonych im miejsc.
Jak z wyrzutem stwierdza Ada, jej przyjaciółka jest pozbawiona korzeni, nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca, i mimo, że niedawno wróciła po długim pobycie w Nowym Jorku, znów się gdzieś wybiera, tym razem na dwuletni kontrakt do Japonii. 
"Kobieta" kończy się tam, gdzie zaczyna się "Japoński wachlarz".

Ilość nawiązań do literatury pięknej, mitologii, filozofii, psychologii, kulturoznawstwa, do filmów i muzyki poważnej, którymi autorka swobodnie operuje, jest w "Kobiecie" onieśmielająca. I zmusza do refleksji o tym, że należałoby nadrobić zaległości.

A na koniec notatki przewrotny cytat dotyczący innej literackiej postaci:
Anna Karenina robi z siebie marmoladę pod kołami pociągu i może dopiero w ostatniej chwili dociera do niej bolesna prawda, że są dziury, których nie zatka Wroński.
Roland Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego
Julia Kristeva, Czarne słońce. Depresja i melancholia
Nie żryj za dużo i nie rzygaj po nocach - Witkacy
Whisky Middleton

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz