Jadzia ceniła tylko to, czego nigdy nie miała, bo jeśli już coś jej się dostało, nie mogło być przecież wiele warte.
Podobnie jak u Woody Allena (Annie Hall?): nie chcę należeć do klubu, który chciałby mnie za członka...
Piaskowa Góra mnie zauroczyła. To jedna z tych książek, które pochłania się przy stole podczas jedzenia, w łazience przy myciu zębów, maszerując na bieżni, jadąc na stacjonarnym rowerze i w końcu w łóżku przed snem. Jednocześnie chce się ją jak najszybciej przeczytać i żeby nie skończyła się zbyt prędko. Napisana genialnym, soczystym językiem, idealnie pasującym do postaci i ich życia. Na kilka dni przeniosłam się do Wałbrzycha i byłam jak podglądacz w rodzinie Chmurów. Oni mnie nie widzieli, ja znałam ich najbardziej ukryte pragnienia i myśli.
Rozczarowana życiem Jadzia przypomina mi znajome kobiety, na których twarzach widać świadomość przegranej. Kobiety, dla których jedyną jasną chwilą dnia jest ta, gdy zasiadają na zbyt miękkich, poznaczonych cellulitem pośladkach na nierównej, twardej wersalce, która pamięta lepsze czasy, by śledzić losy bohaterów ulubionego serialu. A co z tymi, które nie znają nawet takiego "szczęścia"?...
A co z takimi, jak magister Demon, która ma władzę i wymaga, by wszystko odbywało się zgodnie z jej planem. Uczniom zakłada się uzdy i wędzidła, lejce ma nauczycielka, ona ma też bat. Nie ma po co wyrywać się do przodu i skakać na boki, za trzaskiem słychać trzask.
(...) Magister Demon uważa, że zasłużyła w życiu na więcej, niż ma, i nie chciałaby, aby ktoś inny dostał to, czego ona nie dostała. Razy, które w nią trafiły, oddaje w klasie i widzi, że ma oko, nawet jeśli było już wielokroć podbijane.
(...) w środku Dominiki budzi się z drzemki miniaturowa Jadzia, wywija ścierą i powtarza, tyczka grochowa, odmieniec, gąsieniczka, fiksum-dyrdum! Dominika jest pełna takich słów, one zapadły głęboko, wciąż odkładają się jedne na drugich warstwy rodzicielskiej niezdarności, żółci i bólu. Magister Demon sięgnie paluchem na sam spód, zamiesza i wyssie sobie potem spod paznokci wytrawny smaczek.
Córka Jadzi, Dominika, wyrasta na kogoś obcego rodzicom, zupełnie nie pasującego do ich świata. Aura obcości nie opuszcza jej nawet w szkole, gdzie i koleżanki i pani nauczycielka przypominają jej o tym nieustannie. Ale nie można ich za to winić. Magister Demon sprawiedliwość rozumie jako oddanie tego, co sama kiedyś dostała. Ma jeszcze tego dużo i dla wszystkich wystarczy. Gdyby prześwietlić magister Demon, zobaczyłoby się w środku dziewczynkę wielkości myszy, o bardzo starej twarzy, zwiniętą jak płód i skamieniałą. W jej snach wokół stoją inne dziewczynki (...) pokazują palcami postać stojącą w środku kręgu z kartonową tabliczką na szyi Helusia Demon Złodziejka. Nie wzięła tego pierścionka z zielonym oczkiem! Oglądała, ale nie wzięła. Podrzuciły jej! Sam wpadł do kieszonki fartuszka! Nocą dziewczynki gromadzą się wokół łóżka Helusi i śpiewają, Demonie, Demonie, czarci ogonie, trzeba wbić ci kołki w skronie! Ból przeszywa przez środek magister Helenę Demon, która zwykle w takich razach wini wątrobę i zażywa raphacholin.
Jak w jakiejś koszmarnej zabawie w berka - ktoś mnie uderza, ja uderzam następną osobę, ale mocniej, ta osoba kolejną i tak bez końca. A może koniec ma szansę nastąpić, jeśli uderzenie wróci do początku i nie zostanie przekazane dalej? O ile uda się wyodrębnić początek...
O ironio, Jadzia, jak pewnie wiele matek-polek ma poczucie, że dała z siebie wszystko, co najlepsze, żeby córka "wyszła na ludzi", ale ta nie potrafi tego docenić.
To już nie było cichutkie za co, szeptane do zezowatej Madonny, wybuchała jak prezerwatywy z barwioną na czerwono wodą, które w Lany Poniedziałek chłopcy zrzucali z dachu Babela. I za co to wszystko? Taka zapłata za moją krwawicę. Za matki się poświęcanie. Za jej jak najlepiej chcenie. Mordą rycie, żeby ci niczego nie brakowało (...). Gdyby na mnie matka tak chuchała-dmuchała jak ja na ciebie. Gdyby mnie tak kochała. Wszystko pod nos podane. W kolejkach wystane. Czyściutkie.
Bo oczywiście Jadzia też nie doświadczyła wystarczającej porcji zainteresowania ze strony matki. Jakże więc mogłaby być wzorową matką. W szkołach tego nie uczą. Zresztą, Jadzia nie była przesadnie wyedukowana. Podobnie jak jej mąż, Stefan, choć ten miał przynajmniej "głowę do języków" i zrobił maturę w górniczym technikum wieczorowym, a gdyby tylko się postarał, to mógłby wiele osiągnąć.
Nikt nigdy nie powiedział Stefanowi, co ojciec może robić z córką, która przestała być dzieckiem i nie pozwala już gilgać się w kąpieli ani nie chce siadać mu na kolanach. Na ogół nie robił więc nic, patrzył na nią tylko zza muru milczenia. Oddałby jej nerkę, a nawet serce, gdyby była taka potrzeba, ale rozmawiać z nią nie potrafił.
Oprócz Stefana, w którym ciągle coś "musuje", jest wuj Kazimierz Maślak, z głową do interesów i wrażliwy ksiądz Adaś z gitarą, ale to kobiety wybijają się tu na pierwszy plan.
Tak wiele niezwykle celnych spostrzeżeń, mistrzowsko ujętych w zdania, że chciałoby się zacytować wszystkie. Z pewnością jeszcze nie raz sięgnę po tę powieść i po ciąg dalszy również. Autorkę znałam dotąd z felietonów w Bluszczu (którego bardzo mi brakuje), ale Piaskowa Góra to w moim odczuciu zupełnie inne jej oblicze, jak dla mnie fascynujące. Wybrałam niewesołe cytaty, ale czytając powieść można się też uśmiechnąć, co prawda najczęściej ironicznie lub sarkastycznie. Nie zapomnę wizji śląskich Izaur, jadących nocnym pociągiem do stolicy na spotkanie ze sławną niewolnicą i jej panem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz