Wciągająca fabuła, wielowymiarowe postaci, mistrzowsko zatarte granice między fantazją a realnym światem. Jest pochmurna noc, więc nie mogę sprawdzić, czy na niebie jest jeden, czy dwa księżyce. Może to i lepiej.
Dla Tengo, uzdolnionego matematycznie, ale marzącego o zostaniu powieściopisarzem trzydziestolatka, wszystko zaczyna się, gdy zgadza się poprawić niezwykłą powieść siedemnastoletniej Fukaeri - "Powietrzną poczwarkę".
Aomame wkracza do innego świata schodząc z autostrady. Rok 1984 zmienia się w 1Q84. Rzeczywistość pozornie jest taka sama, ale kiedy się lepiej przyjrzeć i wsłuchać, okazuje się, że niczego nie można być pewnym.
Pojęcie obowiązku zawsze napawało Tengo lękiem i odstręczało go. Do tej pory żył, zręcznie unikając sytuacji wymagających brania na siebie obowiązków. Unikanie ograniczenia regulaminami, niewplątywanie się w skomplikowaną sieć stosunków międzyludzkich, niepożyczanie nic nikomu i od nikogo, swobodne i spokojne życie w pojedynkę - tego właśnie zawsze konsekwentnie pragnął. I w tym celu gotów był znieść wiele niedogodności.
Aby uciec od zobowiązań, Tengo bardzo wcześnie przyswoił sobie sposób nierzucania się w oczy. Nie ujawniał w pełni swoich zdolności, nie wyrażał prywatnych poglądów, unikał wysuwania się naprzód, starał się wtopić w tło. Od dzieciństwa życie zmuszało go do radzenia sobie o własnych siłach, bez polegania na innych. Lecz dzieci w rzeczywistości nie mają siły. Kiedy wieje silny wiatr, muszą się za czymś ukryć, czegoś uchwycić, żeby ich nie poniósł. Dlatego zawsze potrzebny im jest jakiś gotowy, przemyślany plan. Jak sierotom z powieści Dickensa.