środa, 12 czerwca 2013

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Zakład o miłość

Nieufnie podchodzę do książek ze słowem "miłość" lub pokrewnymi w tytule. I na ogół słusznie. Ta historia to romans i nic poza tym - dla wielbicieli (wielbicielek) gatunku. Lekka rozrywka na deszczowe popołudnie, gdy nie ma nic lepszego do zrobienia/przeczytania. 
Ona niewinna blondynka, on  ciemnowłosy przystojny drań o smagłej cerze. Ona ma wyznaczoną datę ślubu,  grzecznie podąża drogą wytyczoną przez arystokratyczną rodzinę i narzeczonego, dopóki nie spojrzy w zimne niebieskie oczy Aleksa. On nie potrafi kochać, kobiety traktuje przedmiotowo, dopóki nie spotka tej wyjątkowej, jedynej - Sylwii. 
Przeszkodą w osiągnięciu idealnego szczęścia będzie zakład, o którym ona nic nie wie, a on zbyt długo odwleka wyznanie prawdy.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Haruki Murakami, 1Q84 (t. 2)

Jeżeli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym ci nie wiem ile tłumaczył. 
Czy to jest prawdziwa rzeczywistość, pytała samą siebie. Ale jeśli nie była, to nie miała pojęcia, gdzie szukać innej. Dlatego nie miała wyboru - musiała uznać, że to jedyna rzeczywistość. I włożyć wszystkie siły w to, żeby jakoś sobie z nią poradzić.  
- A propos, w razie gdyby lawina cię przysypała, masz jakąś rodzinę, z którą trzeba się skontaktować?
- Nie mam rodziny.
- Nigdy nie miałaś czy masz, ale nie masz?
- Mam, ale nie mam - powiedziała Aomame.
- Dobrze. Lepiej nie mieć bagażu. I jest wprost idealnie, gdy fikus wystarcza za całą rodzinę. 
- No tak, jest pan jeszcze młody i zdrowy, więc nie rozumie pan takich rzeczy. Na przykład chodzi o coś takiego. Kiedy osiąga się pewien wiek, życie staje się jedynie procesem ciągłego tracenia różnych rzeczy. Ważne rzeczy wyślizgują się panu jedna po drugiej z rąk i wypadają, jak zęby wyłamywane z grzebienia. Zamiast tego dostają się panu jedynie bezwartościowe imitacje. Topnieją możliwości fizyczne, nadzieje, marzenia i ideały, pewność i sens. Kochane osoby jedna po drugiej odchodzą od pana i znikają. Żegnają się i odchodzą albo pewnego dnia bez uprzedzenia po prostu rozpływają się w powietrzu. A kiedy raz je pan straci, już nie uda się panu ich odzyskać. Nie uda się też ich nikim ani niczym zastąpić. To bardzo trudne do zniesienia. Czasami tak bolesne, jakby ktoś nas ciął nożem.

Haruki Murakami, 1Q84 (t. 1)

Wciągająca fabuła, wielowymiarowe postaci, mistrzowsko zatarte granice między fantazją a realnym światem. Jest pochmurna noc, więc nie mogę sprawdzić, czy na niebie jest jeden, czy dwa księżyce. Może to i lepiej.
Dla Tengo, uzdolnionego matematycznie, ale marzącego o zostaniu powieściopisarzem trzydziestolatka, wszystko zaczyna się, gdy zgadza się poprawić niezwykłą powieść siedemnastoletniej Fukaeri - "Powietrzną poczwarkę". 
Aomame wkracza do innego świata schodząc z autostrady. Rok 1984 zmienia się w 1Q84. Rzeczywistość pozornie jest taka sama, ale kiedy się lepiej przyjrzeć i wsłuchać, okazuje się, że niczego nie można być pewnym. 
Pojęcie obowiązku zawsze napawało Tengo lękiem i odstręczało go. Do tej pory żył, zręcznie unikając sytuacji wymagających brania na siebie obowiązków. Unikanie ograniczenia regulaminami, niewplątywanie się w skomplikowaną sieć stosunków międzyludzkich, niepożyczanie nic nikomu i od nikogo, swobodne i spokojne życie w pojedynkę - tego właśnie zawsze konsekwentnie pragnął. I w tym celu gotów był znieść wiele niedogodności. 
Aby uciec od zobowiązań, Tengo bardzo wcześnie przyswoił sobie sposób nierzucania się w oczy. Nie ujawniał w pełni swoich zdolności, nie wyrażał prywatnych poglądów, unikał wysuwania się naprzód, starał się wtopić w tło. Od dzieciństwa życie zmuszało go do radzenia sobie o własnych siłach, bez polegania na innych. Lecz dzieci w rzeczywistości nie mają siły. Kiedy wieje silny wiatr, muszą się za czymś ukryć, czegoś uchwycić, żeby ich nie poniósł. Dlatego zawsze potrzebny im jest jakiś gotowy, przemyślany plan. Jak sierotom z powieści Dickensa.