poniedziałek, 10 czerwca 2013

Haruki Murakami, 1Q84 (t. 2)

Jeżeli nie rozumiesz bez tłumaczenia, to znaczy, że nie zrozumiesz, choćbym ci nie wiem ile tłumaczył. 
Czy to jest prawdziwa rzeczywistość, pytała samą siebie. Ale jeśli nie była, to nie miała pojęcia, gdzie szukać innej. Dlatego nie miała wyboru - musiała uznać, że to jedyna rzeczywistość. I włożyć wszystkie siły w to, żeby jakoś sobie z nią poradzić.  
- A propos, w razie gdyby lawina cię przysypała, masz jakąś rodzinę, z którą trzeba się skontaktować?
- Nie mam rodziny.
- Nigdy nie miałaś czy masz, ale nie masz?
- Mam, ale nie mam - powiedziała Aomame.
- Dobrze. Lepiej nie mieć bagażu. I jest wprost idealnie, gdy fikus wystarcza za całą rodzinę. 
- No tak, jest pan jeszcze młody i zdrowy, więc nie rozumie pan takich rzeczy. Na przykład chodzi o coś takiego. Kiedy osiąga się pewien wiek, życie staje się jedynie procesem ciągłego tracenia różnych rzeczy. Ważne rzeczy wyślizgują się panu jedna po drugiej z rąk i wypadają, jak zęby wyłamywane z grzebienia. Zamiast tego dostają się panu jedynie bezwartościowe imitacje. Topnieją możliwości fizyczne, nadzieje, marzenia i ideały, pewność i sens. Kochane osoby jedna po drugiej odchodzą od pana i znikają. Żegnają się i odchodzą albo pewnego dnia bez uprzedzenia po prostu rozpływają się w powietrzu. A kiedy raz je pan straci, już nie uda się panu ich odzyskać. Nie uda się też ich nikim ani niczym zastąpić. To bardzo trudne do zniesienia. Czasami tak bolesne, jakby ktoś nas ciął nożem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz