wtorek, 29 stycznia 2013

Cees Nooteboom, Hotel nomadów

Irlandia, Szwajcaria, Włochy, Hiszpania, Japonia, Holandia. Gorączka podróży i refleksyjny spokój. Dramatyzm i melancholia. Historyczne wydarzenia i drobne ciekawostki. Relikty przeszłości i zmiany cywilizacyjne. Panorama i szczegół. Reportaż i poezja. "Hotel nomadów" to wybór esejów o podróżach Ceesa Nootebooma z ostatnich czterech dekad. Autor pokazuje, jak można patrzeć na świat i przekonuje, że poznawanie świata jest także formą samopoznania. (fragm. opisu wydawnictwa)

Powyższe tak dobrze oddaje zawartość książki, że właściwie niewiele mam do dodania. Może tylko to, że na wielu stronach urzekające jest pochylenie się nad szczegółami (kwiat, ryba, rzeźba), poetyckie spojrzenie na wydawałoby się banalne sprawy i celne, oryginalne metafory. 
Bliski jest mi pogląd, że zwiedzając świat, nie tylko poznajemy inne krajobrazy, zabytki, kulturę, ludzi, ale również, a może przede wszystkim, dowiadujemy się czegoś o sobie samych. 
Skrywanym i podświadomym celem niektórych podróży jest wprawienie podróżnika w całkowite zakłopotanie, takie oderwanie go od korzeni, że jego własne życie wydaje się na tyle mgliste, że z wielkim trudem będzie mógł do niego powrócić. Dopiero wtedy naprawdę byłeś daleko, tak bardzo gdzie indziej, że być może stałeś się przez to innym człowiekiem.

sobota, 19 stycznia 2013

Zygmunt Miłoszewski, Domofon

Debiutancka powieść autora popularnego "Uwikłania". Znalazłam ją w bibliotece na półce z kryminałami i niezrażona okładką i opisem na ostatniej stronie, zaczęłam czytać spodziewając się dobrze napisanego kryminału. Dość szybko okazało się, że nie policja będzie tropiła to "coś", co sprawia, że w bloku z wielkiej płyty, w Warszawie przy ulicy Kondratowicza 41, w dziwnych okolicznościach giną ludzie. Po północy, kiedy nie mogąc odłożyć lektury, bo już nie byłam senna, tylko ciekawa co będzie dalej, niewiele otuchy dodawała mi świadomość, że nie mieszkam na Bródnie, w bloku z windą, która ma dodatkowe drzwi z kłódką, oddzielające przestrzeń do przewozu osób od towarowej.
Scen "z dreszczykiem" jest raptem kilka, ale autor umiejętnie stopniuje napięcie, a umieszczenie akcji w dobrze znanych większości mieszkańców miast realiach sprawia, że nagle odgłosy zza ścian przestają być oczywiste i zaczynają budzić niepokój. 
Mieszkańcy jedenastopiętrowego bloku żyją obok siebie, niewiele o sobie nawzajem wiedząc (no, może z jednym wyjątkiem), a każdy boryka się ze swoimi problemami i zmartwieniami. Nowi lokatorzy - młode małżeństwo, Agnieszka i Robert, wprowadzają się pełni optymizmu i nadziei na szczęśliwe życie, którego jesień ma upłynąć przed kominkiem w domku w Bieszczadach, jak sobie oboje wymarzyli. Już pierwszego wieczoru nie jest sielankowo - na powitanie pojawia się ciało mężczyzny, któremu winda ucięła głowę. Wyraz twarzy ofiary świadczy o tym, że ostatnie chwile jej życia były przerażające. A nie jest to ani pierwszy, ani ostatni z tragicznych wypadków w tym budynku... Wkrótce Agnieszkę zaczynają dręczyć realistyczne koszmary, a Robert coraz bardziej zamyka się w sobie i oddala od żony.

piątek, 18 stycznia 2013

Georgeanne Brennan, Świnia w Prowansji. Dobre jedzenie i proste przyjemności w południowej Francji

Oryginalny tytuł i okładka - w niczym nie przypominające popularnych od lat książek o tym, jak to (najczęściej) bohaterka ucieka z wielkiego miasta, by gdzieś w innym kraju, najlepiej w otoczeniu winnic i sadów odnaleźć przyjaźń, miłość i sens życia. Nie ma tu egzaltowanych opisów zachodzącego słońca, czy uczuciowych rozterek autorki. Książka, jak informuje podtytuł, jest poświęcona jedzeniu. I prostym przyjemnościom, najczęściej związanym ze spożywaniem posiłków w gronie przyjaciół. 
Rozdziały osnute są wokół jedzenia, np.: Moja historia koziego sera, Grzybowe obsesje, Istota czosnku i le grand aïoli, a każdy z nich jest zakończony smakowitym przepisem kulinarnym (który łatwo później odnaleźć, bo strony z przepisami są jasnoszare). Od szczegółowych relacji z przyrządzania soczystych, aromatycznych, pieczonych i grillowanych potraw, aż cieknie ślinka i czytając tę książkę trudno nie przenieść się do kuchni, żeby przyrządzić sobie coś na ząb. 
Georgeanne wraz z pierwszym mężem Donaldem i kilkuletnią córką Ethel przeprowadza się z Kalifornii do Prowansji. Planują wieść proste życie na wsi, utrzymując się z wytwarzania koziego sera, o czym początkowo nie mają pojęcia. Kupują kozy, później świnię, całe dnie spędzają ucząc się nowego życia od podstaw. Metodą prób i błędów udaje im się zrobić pierwszy krążek jadalnego sera. 
Poznają sąsiadów, z którymi łączy ich nie tylko wspólne biesiadowanie, ale i praca przy zbieraniu winogron, grzybów lub zabijaniu i oprawianiu świni, w którym przed laty tradycyjnie uczestniczyła cała rodzina i wszyscy, którzy mieszkali w pobliżu.

Iza Kuna, Klara

Scenki z życia 39-letniej Klary i jej najbliższych: kochanka Aleksa, przyjaciół (Wronki i Piotra) oraz matki i kota. Czasem wulgarne, często zabawne i równie często smutne. 
Klara od lat kocha Aleksa i marzy o tym, żeby wreszcie rozwiódł się z żoną i ożenił z nią. Aleks również bardzo ją kocha i nie wyobraża sobie życia bez niej, ale wyznanie prawdy żonie i odejście od bogu ducha winnych dziatek przekracza jego siły. Będąc z rodziną, wymyka się do łazienki, odkręca kran i dzwoni do kochanki. Będąc u Klary, prowadzi rozmowy z żoną, oczywiście również z łazienki. 
Przyjaciele i matka doradzają Klarze zerwanie z niezdecydowanym Aleksem. Ona owszem, próbuje, ale zawsze wraca na trochę zbyt pulchne łono kochasia, któremu brakuje odwagi. 
A czas nieubłaganie płynie. Koleżanki dawno powychodziły za mąż i postarały się o potomstwo, o czym skrupulatnie informuje ją matka w niemal każdej rozmowie telefonicznej, wyrażając swoje głębokie i gorzkie rozczarowanie postawą córki, która nie potrafiła ułożyć sobie życia. 
Klara wraz z Wronką urozmaica sobie ciężki los pół-singielki drinkami i tabletkami na uspokojenie. Czasem chodzi na randki, desperacko usiłując poznać kandydata na męża i wybić sobie z głowy niewiernego Aleksa. Usiłuje też dowiedzieć się od matki, dlaczego nigdy nie poznała swojego ojca.
Krótkie rozdziały, dużo dialogów, czyta się błyskawicznie. 

niedziela, 13 stycznia 2013

Joanna Bator, Kobieta

Debiutancka powieść Joanny Bator, oparta na elementach biografii. Między "zwykłe" zdarzenia z życia bohaterki, randki, spotkania z przyjaciółmi, wspomnienia z podróży, które można czytać bezrefleksyjnie, wplecione są rozważania filozoficzne, psychologiczne, przemyślenia dotyczące przeczytanych (przestudiowanych) książek, czy życia wielkich ludzi (Nietzsche, Freud). Pojawiają się refleksje nad innością kobiety i mężczyzny, nad znaczeniem słów, często wyświechtanych, pozbawionych głębszego sensu, nad obrazem kobiety wyłaniającym się z oczekiwań społeczeństwa, kobiecej prasy, reklam, często pełnym sprzeczności, powierzchownym i spychającym kobietę do roli podrzędnej wobec mężczyzny.
Nadążamy za najnowszymi trendami. Wariatki w obitych różowym aksamitem celach bez klamek. Ostatnie krzyki mody zagłuszają nasze słowa. Ciała jak kawałki plasteliny dają się kształtować zgodnie z wolą dyktatorów. Dzielne Ateny i malutkie Chineczki. Tożsamość przeniesiona na powierzchnię skóry podlega ciągłym krawieckim przeróbkom. Szmaciana laleczka - dziewczynka leży na plecach z rozkraczonymi nogami. Gotowa do wyszywania charakteru. Ciało/tożsamość wystawione na pokaz. Suche, czyste i gładkie.

piątek, 11 stycznia 2013

Barbara Mujica, Frida

Barwna opowieść o Fridzie Kahlo oparta na jej biografii, choć jak wyznaje autorka, większość wydarzeń i postaci jest dziełem jej wyobraźni. 
Pisząc "Fridę", chciałam nie tyle udokumentować życie Fridy Kahlo, ile uchwycić istotę jej osobowości. Ciekawiło mnie zwłaszcza, jak może czuć się niepozorna siostra osoby tak wyjątkowej. (...) Interesowały mnie także ogólniejsze problemy stosunków międzyludzkich - a w szczególności nasza zdolność do krzywdzenia innych osób, nawet tych, które szczerze kochamy.
Powieść ma formę monologu skierowanego do psychiatry, jest swoistą psychoanalizą Cristiny - młodszej siostry Fridy, całe życie pozostającej w jej cieniu. Cristi darzyła swoją uzdolnioną siostrę miłością i podziwem, ale nie była wolna od zwykłej ludzkiej zazdrości. Mimo, iż wszyscy uważali ją za mniej inteligentną, doskonale zdawała sobie sprawę z rozbieżności między głoszonymi przez Fridę poglądami, a jej postępowaniem, widziała, że siostra ponad wszystko pragnie uznania i zainteresowania ze strony rodziny, przyjaciół i wszystkich ludzi, których spotyka, że uwielbia zwracać na siebie uwagę i być w centrum wydarzeń, że jest egoistką.

czwartek, 10 stycznia 2013

Henning Mankel, Mężczyzna, który się uśmiechał

Od dwudziestu pięciu lat jest policjantem. Cokolwiek czeka go w przyszłości, minione dwadzieścia pięć lat ukształtowało jego osobowość  i nic tego nie zmieni. Nie pomogą prośby o unieważnienie dotychczasowego życia ani żądanie nowego rozdania. Nie można się cofnąć. Pytanie, czy można jeszcze iść naprzód.
Kurt Wallander, pogrążony w depresji, za często sięgający po alkohol, próbuje pozbierać się po zastrzeleniu na służbie człowieka. Postanawia zrezygnować z pracy w policji, ale morderstwo jego kolegi, adwokata, który kilka dni wcześniej usiłował namówić Kurta do zbadania sprawy śmierci swego ojca, zmienia jego plany. Poza tym uświadamia sobie, że nic innego nie potrafi robić, a praca, mimo iż żmudna i ciężka, daje mu satysfakcję. Wraca więc pod długiej przerwie, by prowadzić kolejne niełatwe śledztwo. Zaprzyjaźnia się z nową koleżanką w zespole, która zapowiada się na dobrą policjantkę.
Czytelnik już na początku, jeszcze przed Kurtem, poznaje głównego podejrzanego, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to przeczytać całości z dużym zainteresowaniem. Zresztą, niejedno jeszcze się wydarza przed końcem postępowania.
Akcja dzieje się późną jesienią i na początku zimy, całą powieść przesyca klimat przygnębienia i samotności, jest ciemno, zimno i pada deszcz. Ojciec Kurta wciąż maluje jesienne krajobrazy z głuszcem lub bez, na tle zachodzącego słońca. Córka jest daleko. A Wallander ma bardzo trudną i wymagającą niezwykłej ostrożności zagadkę do rozwikłania.
Jedną ze szczególnych cech Wallandera jest to, że stale się zmienia. W ten sposób różni się od wielu tzw. bohaterów, którzy są identyczni na pierwszej i na tysięcznej stronie książki. Ja takich książek nie lubię. Nikt z nas nie będzie jutro taki sam.
Henning Mankell

niedziela, 6 stycznia 2013

Joanna Bator, Japoński wachlarz

Japoński wachlarz nie przypomina modnych ostatnio relacji z podróży znanych osób, które zwykle są dość pobieżnymi przewodnikami, nudnymi w odbiorze i nie pozostającymi w pamięci. Tę książkę przeczytałam z dużym zaangażowaniem, mimo że japońska kultura nie leżała w sferze moich zainteresowań. A sięgnęłam po nią wyłącznie ze względu na autorkę. I nie zawiodłam się. Japonia według Joanny Bator jest bowiem piękna, intrygująca i egzotyczna. Niezwykle plastyczne opisy odwołują się do wszystkich zmysłów.
Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych książek.
Wiele japońskich zwyczajów lub elementów zachowania, które znamy z telewizji, prasy lub z obserwacji turystów z Kraju Kwitnącej Wiśni, może wydawać się dziwne lub wręcz irytujące, jak choćby mówienie zbyt wysokim głosem, szczebiotanie i chichotanie kobiet. Autorka, będąc antropologiem kultury, sięga jednak na tyle głęboko, że pozwala czytelnikowi zrozumieć tę odmienność, a przynajmniej czyni go bardziej otwartym i mniej skłonnym do krytyki nieznanego.
Z lektury można dowiedzieć się wiele o japońskiej filozofii jedzenia, ubierania się (i przebierania), stosunku do pracy, różnicach między rolami społecznymi kobiet i mężczyzn, kulcie młodości, a wręcz niedojrzałości, sposobach spędzania czasu wolnego (wspólne wizyty w publicznych łaźniach czy mineralnych kąpieliskach, fantazyjne hotele miłości, z których korzysta wiele "normalnych" par, niezwykle popularne salony, gdzie niemal każdy próbuje sił w karaoke lub grze paczinko, wizyty w teatrach kabuki i Takarazuka...).

piątek, 4 stycznia 2013

Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze


Chwilami zazdroszczę im takiego codziennego, nudnego szczęścia, tylko z tego powodu, że są razem i patrzą na rośliny. Ja nigdy nikomu nie umiałam dać spokoju. Sobie też.
(Agnieszka Osiecka po latach o ostatnim małżeństwie Jeremiego Przybory)

Pięknie wydana książka, zawierająca listy, kartki pocztowe, telegramy, notatki, wiersze, piosenki, zdjęcia niezwykle utalentowanych, szalejących za sobą ludzi, uporządkowane i opatrzone komentarzami przez przyjaciółkę obojga - Magdę Umer. Momentami miałam zawstydzające wrażenie, jakbym przeglądała po kryjomu cudzą, intymną korespondencję.

Trafił swój na swego.
Takie talenty, takie urody, takie inteligencje i takie poczucia humoru zdarzają się raz na sto lat.

Obydwoje byli dziećmi szczęścia obdarzonymi przez los więcej niż talentem. Geniuszem. Czyli kłopotem.
Ich uczucie nie służyło właściwie nikomu oprócz nas, czytelników. Unieszczęśliwiało Bogu ducha winne dzieci, pozostawione żony i zasmarkanych z miłości, odsuniętych na boczny tor chłopców.
Unieszczęśliwiło w końcu także samych zakochanych. 
Ale z tej dziwnej miłości powstały najpiękniejsze piosenki.

wtorek, 1 stycznia 2013

Na start - Joanna Bator i "Piaskowa Góra"


Jadzia ceniła tylko to, czego nigdy nie miała, bo jeśli już coś jej się dostało, nie mogło być przecież wiele warte.
Podobnie jak u Woody Allena (Annie Hall?): nie chcę należeć do klubu, który chciałby mnie za członka... 
Piaskowa Góra mnie zauroczyła. To jedna z tych książek, które pochłania się przy stole podczas jedzenia, w łazience przy myciu zębów, maszerując na bieżni, jadąc na stacjonarnym rowerze i w końcu w łóżku przed snem. Jednocześnie chce się ją jak najszybciej przeczytać i żeby nie skończyła się zbyt prędko. Napisana genialnym, soczystym językiem, idealnie pasującym do postaci i ich życia. Na kilka dni przeniosłam się do Wałbrzycha i byłam jak podglądacz w rodzinie Chmurów. Oni mnie nie widzieli, ja znałam ich najbardziej ukryte pragnienia i myśli. 
Rozczarowana życiem Jadzia przypomina mi znajome kobiety, na których twarzach widać świadomość przegranej. Kobiety, dla których jedyną jasną chwilą dnia jest ta, gdy zasiadają na zbyt miękkich, poznaczonych cellulitem pośladkach na nierównej, twardej wersalce, która pamięta lepsze czasy, by śledzić losy bohaterów ulubionego serialu. A co z tymi, które nie znają nawet takiego "szczęścia"?...
A co z takimi, jak magister Demon, która ma władzę i wymaga, by wszystko odbywało się zgodnie z jej planem. Uczniom zakłada się uzdy i wędzidła, lejce ma nauczycielka, ona ma też bat. Nie ma po co wyrywać się do przodu i skakać na boki, za trzaskiem słychać trzask. 
(...) Magister Demon uważa, że zasłużyła w życiu na więcej, niż ma, i nie chciałaby, aby ktoś inny dostał to, czego ona nie dostała. Razy, które w nią trafiły, oddaje w klasie i widzi, że ma oko, nawet jeśli było już wielokroć podbijane. 
(...) w środku Dominiki budzi się z drzemki miniaturowa Jadzia, wywija ścierą i powtarza, tyczka grochowa, odmieniec, gąsieniczka, fiksum-dyrdum! Dominika jest pełna takich słów, one zapadły głęboko, wciąż odkładają się jedne na drugich warstwy rodzicielskiej niezdarności, żółci i bólu. Magister Demon sięgnie paluchem na sam spód, zamiesza i wyssie sobie potem spod paznokci wytrawny smaczek.