niedziela, 24 marca 2013

Henning Mankell, Powrót nauczyciela tańca

Zimna, mglista i mokra jesień na szwedzkiej prowincji. Ani śladu Kurta Wallandera. Bohaterem jest 37-letni policjant, Stefan Lindman, chory na raka, oczekujący na rozpoczęcie leczenia. Wolny czas poświęca na przyjrzenie się tajemniczej sprawie brutalnego zabójstwa dawnego kolegi, przebywającego od lat na emeryturze Herberta Molina. Początkowa zwykła ciekawość i chęć zajęcia się czymś innym, niż myślenie o śmiertelnej chorobie, przeradza się w nieformalny udział w śledztwie. Stefan ma więcej szczęścia w trafianiu na trop mordercy i często stawia odpowiednie pytania, które bardzo powoli, ale jednak przybliżają rozwiązanie zagadki.
Zaprzyjaźnia się z prowadzącym sprawę Giuseppe Larssonem, który wbrew niechęci zwierzchnika do mieszania się policjantów spoza terenu zbrodni, nie waha się korzystać z pomocy Stefana.
Życie i śmierć Herberta Molina okazują się skomplikowaną łamigłówką. Czego się bał? Przed kim uciekał, zmieniając nazwisko, wyprowadzając się w głąb lasu, z dala od cywilizacji? Kim był morderca, który najpierw go torturował, a później zostawił na miejscu zbrodni krwawe ślady tanga, odtańczonego z Molinem w ramionach? 
Kiedy ginie najbliższy sąsiad ofiary, również samotnie mieszkający mężczyzna w podeszłym wieku, ludzi żyjących w tej spokojnej i bezpiecznej dotąd okolicy, ogarnia przerażenie. Policjanci czują się bezradni. Do tej pory nie mieli do czynienia z tak niezwykłą zbrodnią, a co dopiero z dwiema. Wiele wskazuje na to, że sprawcą może być ten sam człowiek. 
Stefanowi Lindmanowi nie do końca udaje się zapomnieć o osobistych problemach. Męczą go koszmarne sny, znienacka atakuje ból i osłabienie. Mimo, iż bardzo potrzebuje obecności kogoś bliskiego, nie potrafi się do tego przyznać przed Heleną, za którą jednocześnie tęskni i od której ucieka w śledztwo. Świadomość, że za kilka miesięcy może go już nie być, jest dla niego nie do pojęcia. Nie potrafi przestać o tym myśleć.
Odłożył telefon na siedzenie, wyjechał z parkingu i zaczął rozglądać się za wjazdem na most. Znalazłszy się na nim, stwierdził, że mgła nad wodą wciąż jest bardzo gęsta. Być może tak właśnie wygląda śmierć, przyszło mu na myśl. Kiedyś wyobrażano sobie, że w chwili śmierci do brzegu rzeki dzielącej krainę żywych od świata umarłych przybija łódź z mitycznym przewoźnikiem, który zabiera duszę zmarłego na drugą stronę. Być może w rzeczywistości jest to most, który należy przebyć, wjeżdżając prosto w mgłę. A potem nie ma już nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz