sobota, 25 maja 2013

Sylwia Chutnik, Cwaniary

Halina i Celina straciły narzeczonych. Halina jest w zaawansowanej ciąży, ale nie przeszkadza jej to brać udziału w bójkach i pić wódki. Jej Antek został zamordowany, bo naraził się nieuczciwemu deweloperowi. 
Młode wdowy, za młode na śmierć cudzą i swoją. Widać je rano na cmentarzach, jak idą w czarnych rajstopach i nie patrzą na boki. Przeczekują życie, spędzają je, jak się spędza irytującą muchę ze stołu. Widać je także, gdy wieczorem kupują wino i zapraszają koleżanki. Przyjdź, proszę cię, nie mogę zostać sama. A koleżanki na początku przychodzą, ale potem coraz częściej nie mają czasu. Piszą tylko na komórkach "kochana, sorry, dziś nie mogę". I nie dodają, że nie mogą, bo idą ze swoim chłopakiem do kina; nie chcą drażnić. Nie chcą epatować swoją stabilizacją domową, bo jak tu komuś powiedzieć, że jest dobrze, kiedy u tego kogoś przeszedł huragan i spierdolił całe życie. Teraz weź to posprzątaj wszystko, weź to ogarnij!
Dwie, może trzy rzeczy nadają teraz sens życiu dziewczyny: bójki, wizyty na cmentarzu i odwiedziny u babci. Bije się tych, którzy na to zasługują: damskich bokserów, kolesi zaczepiających dziewczyny, donosicieli (bo donosić nie wolno), tych, którzy śmiecą... Lista jest długa. Dziewczyny, czasem wraz z koleżankami, chorą na raka Bronką i ofiarą przemocy domowej, Stefcią, pilnują porządku w Warszawie. Mają wiele przydatnych kontaktów, ludzi, którzy potrafią poruszać się kanałami, zakładać ładunki wybuchowe, zdobyć trujące rośliny. Halinie, Celinie i Bronce wymierzanie sprawiedliwości, szukanie zemsty, czasem w imieniu innych, słabszych, jest niezbędne do życia. To jest ich misja. Stefania chwilowo jest poniewierana przez męża, ale jeszcze zapłonie w niej ten sam zapał, co w  przyjaciółkach.
Oczywiście potem można sobie wstrzykiwać nieśmiertelny botoks i twarz jak pupcia. Twarz niewyrażająca emocji, a to akurat się dobrze składa, bo kobiety nie powinny reagować zbyt histerycznie na życie. Najlepiej w ogóle nie reagować. Wstrzyknąć sobie wiele rzeczy pod skórę i ani się człowiek nie zdziwi, ani zasmuci. Twarz o wyrazie wszystkiego i niczego. (...) Pomyślcie też o tym, bo lepiej żyć bez emocji. Jak mnie mąż bił, to sobie potem ostrzykiwałam całą skórę i od razu lepiej.
Uczestnicząc w bójkach, czują, że naprawdę żyją, ale mimo to, często dopada je rozczarowanie, smutek i rozpacz.
No nie. Znowu nas oszukano, znowu nam źle powiedziano, że żyć będziemy wiecznie i mieć będziemy szczęście. Ale wszędzie zło, do niczego to życie, skoro ukochani latają nam nad głową w formie przezroczystego tchnienia czy jakiejś, bo ja wiem, wypsikanej ze spreju chmurki. Jak żyć, skoro oni nie żyją?
Dziewczyny są przyzwyczajone do tego, że bliscy odchodzą. Z własnej woli lub z przyczyn niezależnych. Mogą liczyć na siebie wzajemnie, a w końcu tylko na jedną osobę - na samą siebie. Bo kiedy się umiera, to nikt nie może już pomóc i człowiek jest sam.
Lepiej zamiast śniadania włączyć komputer. Na jego ekranie widać właśnie ulubione zdjęcie Celiny. Na zdjęciu tym mała dziewczynka w otoczeniu Mężczyzn Swojego Życia - taty i dziadka. Tata zostawił rodzinę i wyjechał, dziadek umarł. Ale to potem, bo na razie dziewczynka ze zdjęcia ma cztery lata i jest na spacerze. Ubrana w niebieski płaszczyk i czerwone kozaczki patrzy ufnie w obiektyw, bo wie, że nic złego jej się nie stanie, kiedy otaczają ją najbliżsi. Tatusiu! - Słucham. - Obronisz mnie? - No jasne, kochanie, będę zawsze przy tobie. - Dziadziusiu! - Słucham. - Obronisz mnie? - No jasne, wnusiu, będę zawsze przy tobie.
I teraz to zdjęcie wygląda tak: jakiś most, ciąg latarni po horyzont, a na środku stoi dorosła kobieta w niebieskim płaszczu i gapi się zdziwiona w obiektyw. Stoi tam sama jak debil, bo tak ją właśnie załatwili. I tak tam będzie stała, aż ją coś na tym moście przejedzie albo piorun z nieba walnie. Tak tam będzie sobie zdziwiona stała. Oszukana.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz