Po Mankella sięgam bez wahania. Lubię ten spokojny, niespieszny ton narracji, ascetyczne zdania bez ozdobników, nienachalne monologi wewnętrzne postaci, zwięzłe opisy skandynawskiej przyrody i codziennego, zwykłego życia ludzi. O ile nie martwię się o przebieg akcji, to odpoczywam i delektuję się lekturą. "O krok" trzyma w napięciu i nie pozwala wcześniej zasnąć, nawet mimo zmęczenia.
Wallander zdaje sobie sprawę, że poza córką, którą rzadko widuje, jest samotny. Ma tylko kolegów i koleżanki z pracy, ale nie łączą go z nimi bliskie relacje. Ojciec niedawno zmarł. Teraz on jest pierwszy w kolejce. Związek z Bajbą, wspólne plany, dom, pies - nic z tego nie wyszło. Poza tym lata niedbania o swoje zdrowie zaczynają się mścić i Kurt ma początki cukrzycy. Nic nie wskazuje na to, by mógł zastosować się do zaleceń lekarza, zmienić dietę i więcej się ruszać, bo kieruje wyjątkowo skomplikowanym śledztwem.
W noc świętojańską troje młodych ludzi, przebranych w stroje z XVIII wieku, potajemnie spotyka się w rezerwacie przyrody. W trakcie wesołej zabawy giną zastrzeleni przez mordercę, który doskonale znał ich zamiary. Zaniepokojeni rodzice zgłaszają się na policję, ale wkrótce otrzymują kartki pocztowe z podróży po Europie, pisane przez jedną z zaginionych, co sprawia, że prawie wszyscy myślą, iż trójka przyjaciół udała się na spontaniczną wycieczkę.
Wkrótce potem Wallander znajduje ciało kolegi z komisariatu, zastrzelonego we własnym mieszkaniu. Pozornie wszystko wskazuje na napad na tle rabunkowym, ale Kurt przeczuwa, że kryje się za tym jakaś tajemnica. Dociekliwość prowadzi go do nieprawdopodobnego przypuszczenia, że oba morderstwa są ze sobą powiązane. Zarówno Wallander, jak i pozostali współpracownicy ofiary, zdają sobie sprawę z tego, że tak naprawdę w ogóle go nie znali. Był sumiennym policjantem, można było na nim polegać, ale niewiele więcej potrafią o nim powiedzieć.
Opinia publiczna żąda jak najszybszego ujęcia szaleńca odpowiedzialnego za niewytłumaczalne zbrodnie; przed Wallanderem i całą ystadzką policją wiele chwil zwątpienia, bezsennych nocy i zaskakujących zwrotów akcji.
W kraju następował nowy podział. Na potrzebnych i niepotrzebnych. W tych warunkach bycie policjantem będzie wymagało dokonywania coraz trudniejszych wyborów. W dalszym ciągu będą utrzymywać czystość na powierzchni, podczas gdy gniły same fundamenty społecznego porządku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz