niedziela, 10 lutego 2013

John Irving, W jednej osobie

Przeczytałam niemal wszystkie powieści Irvinga. Niektóre po kilka razy. Najnowsza to ciekawa historia dorastania chłopca odkrywającego swoją seksualność, drobiazgowo opowiadającego o młodzieńczych fascynacjach, które towarzyszą mu przez całe życie, ale w moim odczuciu nie jest tak porywająca jak choćby "Jednoroczna wdowa", "Hotel New Hampshire", "Regulamin tłoczni win", czy najbardziej chyba znany "Świat według Garpa".
Billy stopniowo odkrywa rodzinne tajemnice, dowiadując się przy tym wiele o swoich skłonnościach. Mimo, iż nie zna ojca, a matka nie nadaje się na powierniczkę, w jego życiu pojawiają się osoby godne zaufania, które pomagają mu przetrwać skomplikowany czas dojrzewania. Są też i tacy, którzy nie szczędzą mu upokorzeń, a wśród nich szkolny kolega, utalentowany zapaśnik, Kittredge - obiekt westchnień bohatera i jego przyjaciółki, Elaine. Równocześnie Billy jest zakochany w bibliotekarce, pannie Frost. Te dwie postaci odegrają na tyle ważne role w kształtowaniu się osobowości chłopca, że nigdy o nich nie zapomni.
Jako biseksualista nie będzie do końca wiarygodny ani dla kobiet, ani dla gejów, ale on sam po trudnym okresie czytania wszystkiego na temat "pociągu do niewłaściwych ludzi", potrafi zaakceptować swoje skłonności. Zostaje pisarzem, poruszającym w swej twórczości problem orientacji seksualnej, walczącym o akceptację i "nietolerującym nietolerancji".    
Irving wiele uwagi poświęca epidemii AIDS w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Szczegółowo opisuje najczęstszy przebieg choroby na przykładzie bliższych i dalszych znajomych bohatera. A na przestrzeni jego życia ukazuje radykalne przemiany obyczajowe w amerykańskim i europejskim społeczeństwie.
W lekturze przeszkadzało mi zatrzęsienie literówek. Opis wersalikami z tyłu okładki to też nie jest najlepszy pomysł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz