wtorek, 17 września 2013

Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych

Jestem już w takim wieku i na dodatek w takim stanie, że przed snem zawsze powinnam porządnie umyć nogi, na wypadek gdyby mnie w Nocy miało zabrać pogotowie.
Bohaterką i narratorem powieści jest Janina Duszejko, starsza ekscentryczna pani, mieszkająca w niewielkiej osadzie bez nazwy, położonej w Kotlinie Kłodzkiej, mająca kilkoro przyjaciół, kochająca Zwierzęta i pasjonująca się astrologią. Swoich znajomych nazywa wymyślonymi przez siebie imionami, bo uważa, że te oficjalne (w tym jej imię) na ogół nie oddają prawdziwego charakteru i osobowości. 
Razem z najbliższym żyjącym sąsiadem, Matogą, oddaje ostatnią przysługę Wielkiej Stopie - innemu sąsiadowi, kłusownikowi, który zadławił się kością zjedzonej Sarny. Janina, choć lepiej pasowałoby do niej imię Nawoja, jest wegetarianką i gwałtownie protestuje przeciwko zabijaniu zwierząt, ale nikt nie liczy się ze zdaniem zdziwaczałej i do tego trochę infantylnej staruszki, z czego ona doskonale zdaje sobie sprawę. 
Śmierć Wielkiej Stopy jest dopiero początkiem. Wkrótce, w tej spokojnej dotąd okolicy, w tajemniczych okolicznościach ginie kolejny zły człowiek.
Czasami mam wrażenie, że żyjemy w grobowcu, wielkim, przestronnym, wieloosobowym. Patrzyłam na świat spowity szarym Mrokiem, chłodnym i nieprzyjemnym. Więzienie nie tkwi na zewnątrz, ale jest w środku każdego z nas. Może jest tak, że nie umiemy bez niego żyć.
Kiedy słuchałam opowieści Dobrej Nowiny o jej życiu, zaczęłam w głowie formować te wszystkie pytania, które zaczynają się od "dlaczego nie...", po czym następuje opis tego, co - jak nam się wydaje - powinno się zrobić w takiej sytuacji. Już moje wargi zaczęły się układać w takie bezczelne "dlaczego", kiedy ugryzłam się w język. 
To właśnie robią kolorowe magazyny, i ja chciałam być przez moment jak one: mówić nam, czego nie zrobiliśmy, gdzie zawaliliśmy, co zaniedbaliśmy, i w końcu naszczuć nas na samych siebie, żebyśmy sobą gardzili.
Nic nie powiedziałam. Historie życia nie są tematem do dyskusji. Powinno się ich wysłuchać i zrewanżować się tym samym.
Miałam swoją Teorię na temat takich wtrącanych słów: Każdy Człowiek ma swój wyraz, którego nadużywa. Albo używa niewłaściwie. Takie słowo jest kluczem do jego umysłu. Pan "Rzekomo", Pan "Generalnie", Pani "Prawdopodobnie" (...). Nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że ten kto nadużywa słowa "prawda", kłamie.
Zrozumiałam, że należymy do tych ludzi, których świat bierze za bezużytecznych. Nie robimy nic istotnego, nie produkujemy ani ważnych myśli, ani potrzebnych przedmiotów, pożywienia, nie uprawiamy ziemi, nie napędzamy żadnej gospodarki.Nie rozmnożyliśmy się specjalnie (...). Nie przysporzyliśmy dotąd światu żadnego pożytku. Nie wpadliśmy na pomysł żadnego wynalazku. Nie mamy władzy, nie dysponujemy niczym oprócz naszych małych włości. Wykonujemy swoje prace, ale one są zupełnie bez znaczenia dla całej reszty. Gdyby nas zabrakło, nic by się właściwie nie zmieniło. Nikt by tego nie zauważył. (...) Ale dlaczego mielibyśmy być pożyteczni i wobec czego? Kto podzielił świat na bezużyteczne i pożyteczne, i jakim prawem? Czy oset nie ma prawa do życia albo Mysz, która zjada ziarno w magazynach, Pszczoły i Trutnie, chwasty i róże. Czyj to rozum odważył się na taki tupet, żeby sądzić, kto jest lepszy, a kto gorszy? Wielkie drzewo, krzywe i dziurawe, przetrwało wieki i nie zostało ścięte, bo w żadnym wypadku nie dałoby się niczego z niego wykonać. Ten przykład powinien podnieść na duchu takich jak my. Wszyscy znają korzyść z pożytecznego, ale nikt nie zna pożytku z nieużytecznego.
Pisarka, Popielista: Kiedy nie można mówić, wtedy należy pisać (...). To bardzo pomaga. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz